Spencer

Z pozoru bajkowe życie księżnej Diany, jej walka o zachowanie prywatności, odejście z rodziny królewskiej oraz tragiczna i przedwczesna śmierć sprawiają, że wciąż intryguje ona miliony ludzi na całym świecie. 5 lat po premierze „Jackie”, Pablo Larraín tworzy obraz poświęcony niezapomnianej „Królowej ludzkich serc”. W postać Diany wciela się Kristen Stewart.

Film „Spencer” nie jest kolejną próbą przedstawienia biografii Lady Di. Stanowiąc wizję artystyczną reżysera, koncentruje się na Bożym Narodzeniu 1991 roku, które rodzina królewska tradycyjnie spędza w posiadłości Sandringham w hrabstwie Norfolk. W tym czasie małżeństwo Diany i Karola przechodziło już kryzys na tyle poważny, że w roku 1992, który królowa Elżbieta II określiła jako „annus horribilis”, para ogłosiła separację.

W filmie księżna Diana przyjeżdża do Sandringham sama, po drodze orientując się, że zna okolicę, gdyż wychowała się niedaleko. Rzeczywiście, Diana urodziła się w rezydencji Park House znajdującej się na terenie posiadłości, wynajętej przez jej rodzinę od królowej. W filmie budynek jest opuszczony, choć w rzeczywistości w tamtym czasie działała tam (i działa do teraz) organizacja charytatywna Leonarda Cheshire’a, której patronuje królowa.

W rezydencji Diana ma poddać się tradycyjnemu ważeniu (zgodnie ze zwyczajem każda osoba jest ważona po przyjeździe i przed odjazdem, by sprawdzić, czy przybrała na wadze „3 funty szczęścia”, które dowodzą, że świąteczny czas spędzony w Sandringham był udany). Diana chce uniknąć ważenia, tak jak opiera się licznym zasadom panującym w rodzinie królewskiej. Łamie ustalony porządek, spóźnia się lub nie przychodzi na wspólny posiłek, ostentacyjnie zjawia się po przybyciu królowej, jest kapryśna i niemiła. Choć walczy o zachowanie własnej tożsamości, jej zachowanie nie wzbudza sympatii i wkrótce staje się dla widza irytujące, przesadzone i nużące. Symbolem jej uciśnienia są zszyte zasłony w jej pokoju, przygotowane na każdą porę dnia i opatrzone stosowną notatką ubrania oraz naszyjnik od księcia Karola, identyczny jak ten, który podarował Camilli, choć jej imię nie pada w filmie ani razu.

Rodzina królewska, czego można było się spodziewać, jest przedstawiona w negatywnym świetle. Zimne postaci królowej i księcia Karola mają uzasadnić i usprawiedliwić postawę Diany i jej próby odrzucenia wszystkich świątecznych zwyczajów, które jednak od lat stanowią ważny element życia rodziny królewskiej. Lady Di jest nieco bardziej radosna jedynie w towarzystwie synów, choć swoimi nastrojami obciąża ich psychicznie, a ich wspólne rozmowy są nudne i bezbarwne. Dopiero pod koniec filmu scena z synami jest radosna i symbolizuje wyzwolenie księżnej. W trudnych chwilach Diana utożsamia się z Anną Boleyn, żoną Henryka VIII, która została ścięta. Sceny, w których główna bohaterka widzi Annę, są niepokojące i fatalistyczne, choć w tamtym czasie Diana raczej nie wpadała jeszcze w tak paranoiczne nastroje. W rezydencji księżna próbuje się otworzyć przed szefem kuchni i garderobianą, choć także tutaj w większości dialogi wypadają nienaturalnie i nieprzekonująco (pytanie szefa kuchni, czy czytał o niej artykuł w „Vouge”, jest absurdalne).

Na uwagę zasługują wnętrza Sandringham i kostiumy. Część strojów Diany jest wzorowana na oryginalnych ubraniach księżnej (choć Lady Di nosiła je przy innych okazjach), jak chociażby niebieski żakiet Chanel, żakiet w czerwoną kratę czy czerwony płaszcz Chanel i czarny kapelusz. Z kolei sceny w opuszczonym Park House kojarzą się z horrorem. Do bólu powtarzana w wielu filmach scena, gdzie w opustoszałym domu zostaje łóżko i zabawki (w tym przypadku domek dla lalek; warto dodać, że rodzina Spencerów wyprowadziła się, gdy Diana miała 14 lat), w tej produkcji staje się wręcz groteskowa.

Kolejny film biograficzny Pablo Larraína pozwala na zaobserwowanie cech charakterystycznych dla jego dzieł opowiadających o postaciach historycznych. Podobnie jak w „Jackie”, znaczną część zdjęć stanowią statyczne, ciasne kadry i zbliżenia na twarz bohaterów, przełamywane niekiedy dynamicznymi ujęciami z ręki podczas przemieszczenia się śledzonych postaci. Praca kamery jest stosowana także do prezentacji cech postaci, np. królowa Elżbieta II jest często pokazywana w ujęciach z dołu, co podkreśla jej posągową wyniosłość i dystans. Major Alistair Gregory przedstawiany jest zaś w statycznych, ciasnych ujęciach, gdzie patrzy wprost w kamerę, uwypuklając bezkompromisowość i gotowość do stawienia czoła wyzwaniom. Istotną rolę w budowaniu napięcia i oddawaniu nastroju poszczególnych scen ma muzyka, która często wręcz przytłacza widza intensywnością sekcji smyczkowych i zjawiskowością muzyki instrumentów klawiszowych.

Warto podkreślić, że postać Diany wykreowana przez Kristen Stewart jest wyjątkowa, co wynika z charakteru filmu. Nie jest to cukierkowy i jednowymiarowy obraz księżnej. Czasem odnosi się wrażenie że film wyrządza wręcz krzywdę Dianie, czyni ją irytującą. Warto podkreślić, że sporo miejsca w filmie poświęcono bulimii, z którą Diana walczyła przez wiele lat, dzięki czemu coraz więcej mówi się o problemach żywieniowych na tle psychicznym. W filmie księżna Walii jest przepełniona bólem, próbuje walczyć o siebie, jednak jest wyobcowana, samotna. Snuje się po pustych korytarzach rezydencji (te sceny bardzo kojarzą się z „Jackie”), jest nieuprzejma i pogardliwa. Próbuje wrócić do czasów beztroskiego dzieciństwa, jednak jest to walka skazana na porażkę. Z drugiej strony jej postawa wydaje się być przesadzona i nie do końca adekwatna do sytuacji. Diana w pewnym sensie sama skazała siebie na wykluczenie, a wchodząc do rodziny królewskiej, musiała zdawać sobie sprawę z konsekwencji złożenia swojej niezależności na ołtarzu służby Koronie. Na dłuższą metę oglądanie nieszczęśliwej i rozkapryszonej (choć żyjącej w luksusie) Diany odrzucającej świąteczne zwyczaje Windsorów, jest męczące. Kristen Stewart, choć przygotowywała się do roli i pracowała nad głosem (w części scen wypowiada się podobnie jak Diana), to jednak jest nieprzekonująca, zdystansowana. Trudno zobaczyć w niej Dianę. Pod tym względem dużo lepiej wypada Emma Corrin w serialu „The Crown”.

Film bardzo się dłuży i odnosi się wrażenie, że nic z niego nie wynika. W gruncie rzeczy niczego nie wnosi. Jest momentami niepokojący, trochę mroczny, przygnębia, ale nie tyle z uwagi na nieszczęście Diany, co na ponury klimat. Podobnie jak w przypadku „Jackie”, nie sposób nie zadać pytania, jaki cel przyświecał reżyserowi i czemu miała służyć „baśń zrodzona z tragedii”, jak głosi napis na początku filmu. Produkcja pozostawia niedosyt, rozczarowanie i poczucie zmarnowanego potencjału. Plusem filmu są znakomicie zagrane role drugoplanowe, szczególnie fikcyjna postać majora Alistaira Gregory’ego w wykonaniu Timothy’ego Spalla oraz autentyczna postać szefa kuchni Darrena McGrady’ego ukazanego przez Seana Harrisa.

Opublikuj swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*