Batalion 6888
Platforma Netflix w grudniu 2024 roku zaproponowała swoim widzom film „Batalion 6888”. Produkcja, której akcja umiejscowiona została podczas II wojny światowej porusza nieznaną szerzej historię pierwszej jednostki Armii Stanów Zjednoczonych, złożonej w całości z czarnoskórych kobiet.

Tło historyczne
6888 batalion wchodził w skład Woman’s Army Corps (WAC), formacji pomocniczej, w której po raz pierwszy (z wyłączeniem służb medycznych) w historii w Armii USA służyły kobiety. WAC sformowano w 1942 roku, a jego członkinie miały pełnić zadania niebojowe, takie jak praca w łączności, logistyce, służbach meteorologicznych, kwatermistrzowskich czy kontroli lotów. Początkowy cel w postaci zwerbowania 25 000 kobiet został osiągnięty bardzo szybko. Mając na uwadze popularność formacji oraz ze względu na powszechnie niedobory rekrutów, władze USA podwyższy limit kadrowy nowej formacji do 150 000 członkiń.
Omawiany batalion rozpoczął swoją służbę w 1945 roku, a jego zadaniem była obsługa korespondencji, kierowanej do USA z europejskiego teatru działań wojennych. Jednostka stacjonowała we Francji, a jej stan osobowy tworzyło ponad 800 czarnoskórych kobiet, zarówno szeregowych, jak i oficerów.
Fabuła
Główna bohaterka, młoda Afroamerykanka, nawiązuje nieakceptowaną społecznie relację z białym chłopakiem z amerykańskiej klasy średniej. Kiedy wstępuje on do sił powietrznych i wyrusza na wojnę, ich kontakt, ze względu na rzadko docierające do ojczyzny listy, praktycznie się urywa. Na wieść o śmierci lotnika postanawia dołączyć do Woman’s Army Corps, które werbuje do służby młode kobiety, w tym te pochodzenia afroamerykańskiego.
Dalsza część historii to przesunięcie środka ciężkości fabuły na bohatera zbiorowego, w postaci kobiecego oddziału oraz ich perypetii, dość typowych dla filmów werbunkowych. Obserwujemy nawiązywanie pierwszych znajomości, zderzenie z koszarowymi realiami czy problemy z umundurowaniem. Oprócz klasycznych od lat rozmiarów wydawanej przez wojsko odzieży, na które składają się za duży i za mały (produkowane we wszystkich armiach świata z tkaniny „w zimie zimno, w lecie gorąco”), młode żołnierki musiały dodatkowo samodzielnie modyfikować krój ubiorów, aby dopasować go do kobiecych sylwetek. Podstawowe szkolenie to walka z własnymi słabościami, które bacznie obserwowane jest prasę, żywo zainteresowaną „eksperymentem” z „kolorową”, kobiecą jednostką.
Główną osią fabuły są przede wszystkim zmagania bohaterek z wszechobecnym w USA lat czterdziestych rasizmem. Począwszy od ostentacyjnego wyrażania braku entuzjazmu do związku czarnoskórej dziewczyny z białym chłopakiem, przez segregację rasową w miejscach publicznych po skrajnie lekceważący, często wręcz otwarcie wrogi, stosunek białych oficerów i żołnierzy do kobiet, noszących te same mundury.
Realizacja
Twórcy filmu starali się ukazać bohaterki jako zapracowujące na szacunek i uznanie swoją ciężką pracą, którą wykonują pomimo przeciwności losu i negatywnego nastawienia przełożonych. Scen batalistycznych w filmie praktycznie nie uświadczymy, głównym przeciwnikiem zdają się tutaj być nie Niemcy, a amerykańska biurokracja i konserwatyzm, uosobione przez demonicznego generała Halta. Zagrana przez Deana Norrisa fikcyjna postać reprezentuje sobą chyba wszystkie negatywne cechy, z jakimi musiały zmagać się żołnierki 6888 batalionu. Jest to postać do bólu szowinistyczna, rasistowska oraz antypatyczna. Nie ułatwia on swoim podejściem zadania, jakie postawiono przed batalionem – było to posortowanie i skierowanie do adresatów dziesiątek tysięcy listów, które od 6 czerwca 1944 roku zalegały w magazynach US Army i nie mogły trafić do adresatów ze względu na chaos organizacyjny.
Realizacja filmu stoi na przeciętnym poziomie. Przyzwoite zdjęcia, kostiumy czy scenografię przyćmiewają fatalne efekty specjalne czy papierowe postacie. „Batalion 6888” nalży traktować jako melodramat, gdyż film zawiera jedną krótką scenę batalistyczną, a punktem wyjścia do fabuły jest historia o niespełnionej miłości. Nieco na siłę starano się stworzyć „bohatera zbiorowego”, kreśląc skład batalionu jako egalitarną mieszankę dziewcząt. Pochodzące z różnych środowisk, o różnym wykształceniu czy statusie majątkowym, jako wspólną cechę mają łączący je kolor skóry, będący powodem rasistowskich ataków.
Przywodzi to na myśl kino radzieckie czy produkcje wojenne z okresu wczesnego PRL, gdzie bezcenną informacją dla widza było poznanie chłopsko-robotniczego pochodzenia żołnierza, który akurat wydawał ostatnie tchnienie lub jego stosunku do ideologii komunistycznej. Momentami przypomina się jedna ze scen otwierających „Żołnierza zwycięstwa” z 1953 roku, gdzie generał Walter mówi do żołnierza „A bo widzisz, trzeba stale wyjaśniać żołnierzom jaki jest związek pomiędzy tym, co się tutaj dzieje, a tym co się dzieje w całej Polsce i na świecie”. „Batalion 6888” również stale przypomina widzowi, jakie zagadnienia są najbardziej istotne dla fabuły.
Reżyser, Tyler Perry, nie ma doświadczenia w kinie wojennym, a jego dorobek opiera się na przeciętnie ocenianych produkcjach poruszających problemy osób czarnoskórych w USA i skierowanych do tej grupy odbiorców. W filmie nie widać więc mistrzowskiej realizacji, dobrego prowadzenia opowieści czy znakomicie poprowadzonych postaci. Sama gra aktorska nie stoi na wysokim poziomie. Postać dowódcy batalionu, major Charity Adams, wykreowana przez Kerry Washington, ociera się miejscami o parodię poprzez skrajnie przerysowany sposób, w jaki stara się ukazać swój zdecydowany i władczy wizerunek.
Podsumowanie
„Batalion 6888” to próba zekranizowana ważnej z punktu widzenia historii kobiet i Afroamerykanów opowieści z okresu II wojny światowej. Kwestie walki z biurokracją czy systemowym rasizmem zostały jednak w kinie zrealizowane dużo sprawniej. Produkcje takie jak „Siła i honor” (2000) czy „Eskadra Czerwone Ogony” (2012) dotykały już poruszanej tematyki (choć może nie ze strony kobiecej), a ich poziom realizacyjny był o niebo lepszy, choć oba filmy spotkały się z krytyką.
Film można traktować jako ciekawostkę, pomimo szumnych zapowiedzi twórcy nie odkryli niczego nowego i otrzymaliśmy kolejny sztampowy melodramat o kobietach w męskim świecie, tym razem w mundurach i w wojennych dekoracjach. A szkoda, bo historia batalionu 6888 jest interesująca a służba jego członkiń zdecydowanie zasługuje na lepsze upamiętnienie w kinematografii. To mogła być opowieść na miarę Kompanii Braci czy Pacyfiku, które oprócz znakomitej batalistyki opierają się tak naprawdę na ukazaniu zwykłych żołnierzy, ich losów i relacji międzyludzkich.
Opis dystrybutora:
Inspiracją do historii przedstawionej w filmie „Batalion 6888” była pierwsza i jedyna kobieca jednostka Women’s Army Corps, w której podczas II wojny światowej poza granicami Stanów Zjednoczonych służyły osoby niebiałe. Mimo że padały ofiarą rasizmu i seksizmu — oraz morderczych warunków pracy — służyły krajowi z honorem i poświęceniem. Niezwykła misja i łącząca kobiety determinacja sprawiły, że te nieznane bohaterki niosły nadzieję i przełamywały bariery. W filmie, za którego scenariusz i reżyserię odpowiada Tyler Perry, Kerry Washington wciela się w rolę major Charity Adams, dowódczyni 6888 Centralnego Batalionu Pocztowego. Producentami są Tyler Perry, Nicole Avant, Angi Bones, Tony L. Strickland, Keri Selig i Carlota Espinosa, a w obsadzie znaleźli się również Ebony Obsidian, Milauna Jackson, Kylie Jefferson, Shanice Shantay, Sarah Jeffery, Pepi Sonuga, Moriah Brown, Jeanté Godlock, Susan Sarandonm oraz Dean Norris, Sam Waterston i Oprah Winfrey. Film powstał na podstawie artykułu Kevina M. Hymela. Autorką piosenki oryginalnej jest Diane Warren, a utwór do choreografii Debbie Allen wykonuje H.E.R[1].
[1] Źródło: media.netflix.com, dostęp: 29.01.2024



Opublikuj komentarz