„Ostatni po Bogu” – od scenariusza do kolaudacji

Twórcy filmowi w PRL bardzo chętnie sięgali po tematykę związaną z wojną i wojskiem. Skupiano się głównie na przedstawianiu czynów Ludowego Wojska Polskiego i umacnianiu władzy ludowej. Kilka filmów poświęcono współczesnym formacjom wojskowym i tylko jeden z nich dotyczył służby w Marynarce Wojennej.

Polska Marynarka Wojenna i jej filmowy obraz

Marynarka Wojenna niezwykle rzadko pojawiała się w filmach fabularnych. Przez ponad 90-letni okres jej istnienia tylko trzykrotnie gościła na dużym ekranie. Oprócz „Orła” (1959) i „Ostatniego po Bogu” (1968), na szczególną uwagę zasługuje film „Rapsodia Bałtyku” (1935). Tłem dla melodramatycznej historii była przedwojenna Marynarka Wojenna i jej okręty.

ORP “Sęp” w 1939 roku. Okręt ten był bliźniakiem jednostki ORP Orzeł i został wykorzystany w filmie z 1959 roku. źródło: wikimedia commons, domena publiczna.

Znacznie częściej jednostki Marynarki Wojennej pojawiały się w obrazach o charakterze dokumentalnym. W okresie powojennym tematyką tą zajmowała się Wytwórnia Filmów Dokumentalnych „Czołówka”. Zrealizowano w niej m.in.: „Ćwiczebny rejs” (1966), „Marynarka to męska przygoda” (1966), „Historię okrętu” (1967)[1]. Obrazy te charakteryzowały się:

– długością nieprzekraczającą 30 minut;

– tematyką poświęconą wyłącznie jednemu zagadnieniu;

– rozbudowaną warstwą ideologiczno-propagandową;

– efektownymi ujęciami z ćwiczeń, rejsów;

Produkcje te wyświetlano żołnierzom podczas zajęć politycznych. Część z nich emitowana była w Telewizji Polskiej. Przez następne lata Marynarka Wojenna nie pojawiała się bezpośrednio w filmach fabularnych. W dwóch przypadkach okręty Marynarki Wojennej wykorzystano w produkcjach pełnometrażowych. W pierwszej części „Jak rozpętałem Drugą Wojnę Światową” pt. „Ucieczka” w rolę włoskiego okrętu podwodnego wcielił się ORP Sęp[2]. Natomiast w „Podróżach pana Kleksa” (1985) w jednej ze scen pojawił się polski kuter torpedowy – ORP Odważny. Oprócz filmów fabularnych okręty MW występowały w serialach. W 1968 roku ORP Orzeł został ucharakteryzowany na niemiecki U-92 w serialu „Stawka większa niż życie” (odc. 13 pt. „Bez instrukcji”). Rok później ten sam okręt zagrał w epizodzie serialu „Czterej pancerni i pies” (odc. 12 pt. „Fort Olgierd”).

ORP Odważny w w Muzeum im. Orła Białego w Skarżysku-Kamiennej. Źródło: Wikimedia Commons, autor: Marcin Witkowski, licencja: CC BY-SA 3.0

Po 1989 roku tylko w jednym przypadku wykorzystano okręty w celach filmowych. W 1998 roku Bogusław Wołoszański podjął próbę przedstawienia historii ORP Orzeł w swoim autorskim programie „Sensacje XX wieku”. Do scen fabularnych wykorzystano okręt podwodny proj. 641 – ORP Dzik, który został ucharakteryzowany na jednostkę przedwojenną. W Stoczni Marynarki Wojennej został przemalowany kiosk oraz dobudowana replika armaty, dzięki czemu współczesny okręt nabrał cech jednostki z okresu II wojny światowej. Ostatnie produkcje o Marynarce Wojennej powstały w okresie 2006-2007. Były to pełnometrażowe filmy dokumentalne – „Podwodny dywizjon” i „Marynarze, marynarze” w reżyserii Teodora Ratkowskiego. Obecnie tematyka służby w polskiej flocie pojawia się okazjonalnie podczas Ogólnopolskiego Festiwalu Filmów Amatorskich WP.

Jerzy Lutowski – biografia

Autorem scenariusza do filmu „Ostatni po Bogu” był Jerzy Lutowski[3]. W czasie wojny należał do Armii Krajowej i wziął udział w Powstaniu Warszawskim. Po zakończeniu wojny rozpoczął studia na wydziale lekarskim UMCS, a także podjął się prób zawodowego pisania. W początkowym okresie swojej działalności pisarskiej skupił się na tworzeniu sztuk scenicznych, m.in.: „Próba sił” (1951), „Wzgórze 35” (1952), „Sprawa rodzinna” (1953), „Kret” (1955). W 1954 roku zainicjował swoją działalność w kinematografii. Pierwszym krokiem była współpraca literacka przy filmie „Autobus odjeżdża 6.20 rano” (1954). Pozwoliło to pisarzowi na zapoznanie się ze specyficznymi warunkami pracy scenarzysty filmowego. W latach 1957-1963 pełnił funkcję kierownika artystycznego Wytwórni Filmowej „Czołówka”. Jego największym osiągnięciem było wówczas współtworzenie, razem z Jerzym Kawalerowiczem, scenariusza do filmu „Pociąg” (1959). Głównym zadaniem „Czołówki” było propagowanie idei LWP poprzez obrazy o charakterze dokumentalnym i pełnometrażowym. Efektem tego stał się film „Czerwone berety” (1962), który powstał w oparciu o scenariusz Jerzego Lutowskiego. Na podstawie dramatu scenicznego „Wzgórze 35” powstał film „Rodzina Mielcarków” (1962), opowiadający o skomplikowanej sytuacji narodowościowej w czasie III powstania śląskiego.

Zakończenie pracy w Wytwórni Filmowej „Czołówka” sprawiło, że Jerzy Lutowski musiał znaleźć inne zajęcie przynoszące stały dochód. Dzięki posiadaniu dyplomu lekarskiego mógł się zająć pracą w charakterze asystenta w warszawskiej Akademii Medycznej. Etat lekarski pomógł mu w przygotowaniu książki, a później scenariusza do filmu „Ostatni po Bogu”. Na okręty podwodne kierowano wówczas cywilnych lekarzy, którzy mieli sprawować opiekę medyczną nad marynarzami. Jerzy Lutowski skorzystał z tej możliwości, dzięki czemu poznał realia i warunki służby. Książka „Ostatni po Bogu” została oddana do składania  17 czerwca 1968 roku, a jej druk zakończył się w październiku.[4] Premiera filmu o tym samym tytule miała miejsce 12 października 1968 roku. Reżyser i scenarzysta zostali uhonorowani nagrodami Ministra Obrony Narodowej III stopnia.

Jerzy Lutowski, Ostatni po Bogu, Gdynia 1968, wydanie I, okładkę projektował Marian Leciej

Jerzy Lutowski, Ostatni po Bogu, Gdynia 1968, wydanie I, okładkę projektował Marian Leciej

Następnym etapem w działalności Lutowskiego były prace nad dwoma obrazami historycznymi – „Panem Wołodyjowskim” i „Przygodami Pana Michała”. W obydwu przypadkach Jerzy Lutowski został scenarzystą, stał się także autorem słów do piosenki otwierającej każdy z odcinków serialu „Przygody Pana Michała”. Jest ona znana pod tytułem „W stepie szerokim” lub też pod popularną nazwą „Pieśń o małym rycerzu”. W latach 1971-1977 Jerzy Lutowski pełnił także funkcję Przewodniczącego Unii Polskich Lekarzy. Był określany mianem najlepszego lekarza wśród pisarzy i najlepszego pisarza pośród lekarzy.

Ostatnim epizodem związanym z działalnością scenopisarską był współudział w tworzeniu filmu „Szarada” (1977) w reżyserii Pawła Komorowskiego. Później Jerzy Lutowski zdecydował się na emigrację do Francji[5], gdzie powstały dwie jego powieści – „Szkoła dobroczyńców” (1980) i „Tarabuma” (1984). 3 stycznia 1985 roku Jerzy Lutowski zmarł w swoim mieszkaniu w Paryżu. Jego grób znajduje się w Warszawie.

Ocena scenariusza

Tekst scenariusza, którego oryginał znajduje się w warszawskiej Filmotece Narodowej, praktycznie nie różni się niczym od literackiego pierwowzoru. Zanim powieść Jerzego Lutowskiego trafiła na ekrany, musiało dojść do analizy tekstu przez Komisję Oceny Scenariuszy. 8 grudnia 1967 roku w Zespole „Syrena” odbyło się posiedzenie Rady Programowej w rozszerzonym składzie[6]. Oprócz wiceministra Kultury i Sztuki Tadeusza Zaorskiego[7] uczestniczyli w nim: ob. Baumanowa, ob. Galiński, ob. Goldberg, tow. Koniczek, ob. Lutowski, dyrektor Pastuszko, ob. Pomianowski[8], płk Janusz Przymanowski[9], ob. Puzyna, ob. Sytnerowa, prof. Wohl[10], dyrektor Zachman. W spotkaniu miał również uczestniczyć Krzysztof Teodor Teoplitz, który jednak ze względu na obowiązki zawodowe nie mógł przybyć. Spotkanie rozpoczęto od odczytania recenzji Krzysztofa Teodora Teoplitza. W jego opinii scenariusz nie był zbyt przekonujący. Uważał, że

schemat dramaturgiczny jest zbyt oklepany (…);

wojsko w czasie pokoju jest zajęciem cokolwiek infantylnym, mimo że zajmują się tym dorośli ludzie (…);

uporczywe trzymanie się morza (u Hulewicza) jest prymitywne i infantylne (…) Bardzo bałbym się służyć na okręcie jeśli to co pisze Lutowski o sposobie rozumowania dowódców jest prawdą (…);

scenariusz jest za długi i zbyt przegadany i przetragizowany jak na jeden film[11].

Stwierdzenia Krzysztofa Teodora Teoplitza o infantylności służby wojskowej szczególnie uraziły Janusza Przymanowskiego, który stwierdził, że wszyscy, którzy nie byli w wojsku zazdroszczą innym, którzy byli[12]. Według jego opinii należało zekranizować ten scenariusz. Spuentował wcześniejszą opinię Teoplitza i porównał rolę wojska w czasie pokoju do teatru, który robi próby, a właściwe przedstawienie zaczyna się w czasie wojny. Kolejną kwestią było zrobienie filmu w konwencji młodzieżowej, zgodnie z sugestiami KTT. Przeciwny takiemu rozwiązaniu był Puzyna, który uważał, że w takim przypadku obraz stałby się nudny i płaski. Zwracał szczególną uwagę na to, że realizacja filmu w tak ciekawym otoczeniu jak łódź podwodna[13] czy samolot daje wyjątkowe możliwości wizualne. Natomiast akcja fabularna ma niewiele wspólnego z problematyką wojskową – film jest osadzony w efektownej scenerii[14].

W toku dyskusji nad scenariuszem pojawiły się inne wątpliwości. Tow. Koniczek uważał, że postać Hulewicza jest przerysowana i pokazuje niewłaściwy stosunek do swojej małżonki[15]. O ile wcześniejsze zarzuty co do wartości artystycznych i pedagogicznych filmu dotyczyły mniej istotnych spraw, pojawiły się zarzuty dotyczące kwestii technicznych. Chodziło o scenę, w której kurtka (moleskin) rzucona na kranik spowodowała awarię i osadzenie okrętu na dnie. Wywołało to dyskusję wśród recenzentów filmu. Minister Zaorski był bardzo sceptyczny odnośnie tej sceny. Obawiał się, że ten moment będzie zrozumiały tylko dla nielicznej grupy osób. Według niego należało wyjaśnić, dlaczego jeden kranik mógł zadecydować o katastrofie. Janusz Przymanowski uważał, że nowoczesna technika nie zwalnia ludzi od dokręcania śrubek czy kraników[16]. Jerzy Lutowski przyznał, że pisząc scenariusz był zafrapowany okrętem podwodnym i wydawało mu się, że nie wszystko musi być wytłumaczone[17]. Autor konsultował tę sprawę z komendantem Pawlikowskim[18], który uważał, że taki wypadek mógłby mieć miejsce. Porównał scenę z filmu do wypadku amerykańskiego okrętu podwodnego USS „Trasher”[19], który zatonął z powodu kranika od wodoru.

Po wyjaśnieniu kwestii technicznych podjęto dyskusję nad postacią głównego bohatera. Prezes Galiński pragnął, aby do filmu dodano retrospekcje mające pokazać dowódcę jako człowieka sympatycznego, który ma za sobą piękne karty życiowe. Zwrócił również uwagę na to, że nie wiadomo, co Hulewicz robił w czasie okupacji[20].

Profesor Stanisław Wohl miał inne zdanie niż Teoplitz. Uważał, że nie należy realizować tego scenariusza w wersji młodzieżowej, a raczej skupić się na stosunkach międzyludzkich. Według niego „Ostatni po Bogu” miał być filmem wybitnie aktorskim i kameralnym[21]. Odnośnie opinii KTT, zabrał głos ponownie Jerzy Lutowski, dając do zrozumienia, że jest bardziej dramaturgiem niż scenarzystą (…) i ważniejsza jest warstwa psychologiczna i ukazanie ludzkich postaw[22].

Jako ostatni zabrał głos minister Zaorski. Podsumował najważniejsze elementy, jakie należało zmienić w ostatecznej wersji. Były nimi:

– strona techniczna (kranik), którą należało wyjaśnić i podkreślić,

– sylwetki marynarzy jako świetnych ludzi, którzy są w naszym społeczeństwie potrzebni. Należało ich przedstawić jako mocne postacie w niebezpiecznej i wymagającej pracy.

– postać Hulewicza miała być przestrogą przed zaspokajaniem swojego umiłowania do zawodu.

Mimo tych wątpliwości uznał, że film musi być jak najszybciej zrealizowany. Ważnym czynnikiem miało być uhonorowanie tysięcy marynarzy będących na straży wybrzeża[23]. W toku całej dyskusji zaskakujące było, że nikt nie poruszył kwestii XXV-lecia LWP i włączenia filmu „Ostatni po Bogu” w oficjalne obchody.

Scenopis i różnice między scenariuszem a filmem

Kolejnym etapem w przygotowaniach do ekranizacji powieści Jerzego Lutowskiego było przystosowanie scenariusza do wymogów filmowców. W tym celu tworzony był scenopis filmowy[24]. Każda scena została podzielona na dialogi i didaskalia. W jej opisie podana była lokalizacja zdjęć (plener, wnętrza naturalne albo atelier) i przybliżona liczba metrów taśmy filmowej.

W ostatecznej wersji scenopisu niektóre sceny miały być realizowane w atelier. Planowano stworzyć dekoracje imitujące:

– gabinet komandora Pawlikowskiego i pomieszczenia sztabu MW;

– mieszkanie Hulewicza;

– kabinę dowódcy „Jastrzębia” i zalanego przedziału nr I.

Ostatecznie tylko dwa ujęcia były realizowane w atelier – zalany przedział i mieszkanie Hulewicza. Marynarka Wojenna nie posiadała odpowiednich środków do symulowania sytuacji w zalanym okręcie podwodnym. W Wyższej Szkole Oficerskiej MW znajdowały się tylko trenażery niektórych urządzeń[25]. Nie można było przeprowadzić symulowanego zalania przedziału na poligonach przeciwpożarowych należących do Marynarki Wojennej i Wyższej Szkoły Morskiej ze względu na ich nieodpowiednią wielkość[26].

Współczesny trenażer symulujący awarię i zalanie przedziału na okręcie podwodnym w ośrodku szkoleniowym marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych Naval Submarine Base New London. Źródło: US Navy, domena publiczna.

Aby zmniejszyć koszty realizacji filmu, zdecydowano się na pominięcie niektórych kwestii i wydarzeń, które zostały zawarte w scenariuszu. Zrezygnowano z:

– wątku niepełnosprawnej siostry kpt. Zapały[27];

– brawurowej pogoni mar. Martuli za wychodzącym w morze okrętem[28];

– większej liczby scen z żonami por. Kwiatkowskiego i kpt. Hulewicza;

– rozmów między marynarzami o rodzinach i sposobie spędzenia Sylwestra;

– rozmowy kpt. Zapały z kobietą, którą spotkał w sopockim Grand Hotelu;

– sceny, w której marynarze i oficerowie stoją w kolejce do sklepu monopolowego.

W przypadku tych dwóch ostatnich mogła zachodzić obawa, że wpłynie to negatywnie na filmowy wizerunek marynarzy. Pominięcie tych scen doprowadziło do znacznego spłycenia postaci występujących w scenariuszu, co w późniejszym czasie wpłynęło na ocenę filmu.        

Zdjęcia do filmu były realizowane równolegle w dwóch płaszczyznach – cywilnej i wojskowej. Ze względów proceduralnych znacznie łatwiejsze okazało się uzyskanie zgody na filmowanie plenerów miejskich. Wszystkie sceny miejskie powstały w grudniu 1967 roku. Świadczą o tym świąteczne dekoracje sklepów i ulic. Pierwsze ujęcia filmu obrazują robotników wychodzących z kolejki podmiejskiej. Charakterystycznym elementem są metalowe schody, które identyfikują to miejsce jako przystanek Szybkiej Kolei Miejskiej – Gdynia Stocznia. Jest to jedyna scena, która została nakręcona w Gdyni. Innym ciekawym ujęciem jest widok z okna przejeżdżającej kolejki SKM. Początkowo widać ulicę 10 Lutego w Gdyni i po kilku sekundach dostrzec już można charakterystyczne elementy dla obszaru stacji Gdańsk Główny. W przypadku ujęć realizowanych w Gdańsku Głównym filmowcom udało się uchwycić niezwykły obiekt. Był nim budynek gdańskiego wieżowca popularnie zwanego „Zieleniakiem”. W jednym z ujęć widać dwa filary budynku i kilka pięter[29]. W innej ze scen widoczne są ulice w pobliżu Motławy. W tle widać przechodniów robiących przedświąteczne zakupy.

Realizacja zdjęć na okrętach Marynarki Wojennej           

Film o tematyce wojskowej nie mógł zostać zrealizowany bez pomocy Marynarki Wojennej. Po uzyskaniu pisemnej zgody ministra obrony narodowej i dowódcy MW, ekipa filmowa mogła przystąpić do realizacji zdjęć[30]. Według scenariusza akcja miała się toczyć w grudniu. W związku ze zbliżającymi się świętami panowała rozluźniona atmosfera. Znaczna część marynarzy służby zasadniczej udawała się na urlopy. Dlatego też zdecydowano się na rozpoczęcie zdjęć dopiero w lutym 1968 roku. W tym czasie dostępne były cztery z pięciu polskich okrętów podwodnych. Do scen wykorzystano OORP Sęp[31], Kondor, Bielik[32]. Szczegółowy plan użycia okrętów podwodnych do realizacji filmów przedstawia się następująco:

– ORP Kondor – 10, 12, 16, 26-28 lutego[33];

– ORP Bielik – 10, 13, 24, 26, 27 lutego, 1, 15, 16, 27, 29 marca, 3, 5 kwietnia[34];

– ORP Sęp – 20, 27 lutego, 5, 11, 13, 15, 16, 19, 23, 25, 26, 28 marca[35].

Wykorzystanie aż trzech z pięciu polskich okrętów w znaczący sposób zakłóciło program szkoleniowy podwodników. Dotyczyło to szczególnie marynarzy służby zasadniczej, których rozkład zajęć był niezwykle rozbudowany. Przyjęcie na pokład dodatkowych osób wraz ze sprzętem oświetleniowym i dźwiękowym doprowadziło do tego, że część załogi okrętu musiała zostawać w porcie na czas kręcenia scen. Zajmowała się wówczas porządkowaniem baraków albo pracami gospodarczymi na terenie bazy. Gdy filmowcy opuszczali okręt, marynarze powracali do szkolenia i konserwacji urządzeń. Zdarzało się, że załoga opuszczała obowiązkowe oglądanie Dziennika Telewizyjnego[36]w celu przeprowadzania niezbędnych czynności na okręcie. W czasie trwania zdjęć z grafika załóg wykreślono zajęcia polityczne. Wszystkim członkom załóg okrętów podwodnych wydano nowe kombinezony robocze. Zmiany zaszły również w kuchniach okrętowych, w których pojawiły się nowe naczynia.

Księgi zdarzeń okrętowych w różny sposób dokumentowały przebieg prac nad filmem. Było to związane z tym, że prowadzone były przez podoficerów, którzy skupiali się bardziej na warunkach atmosferycznych i czynnościach wykonywanych na okręcie, niż na pracy filmowców. Tylko w jednym przypadku w księdze jest adnotacja o zarzuceniu zajęć ze względu na udział załogi w pracach filmowych[37].

OORP Sęp, Bielik i Kondor wykorzystano do prac nad filmem w różnym stopniu. Rola fikcyjnego Jastrzębia przypadła Kondorowi i to właśnie ten okręt pojawia się na zdjęciach pokazujących zanurzanie i wynurzanie o.p. Należy przy tym uwzględnić fakt, że większość scen tego typu została nakręcona 10, 12 i 16 lutego. Świadczą o tym warunki pogodowe (silne zamglenie i stan morza 0), które można zobaczyć w filmie. Ujęcia Kondora mają inną charakterystyczną cechę. Pojawia się na nich cała sylwetka okrętu, wraz z alfanumerycznym oznaczeniem kodowym A-99. Zdjęcia z udziałem Kondora miały schematyczny przebieg. Okręt kilkakrotnie zanurzał się na głębokość peryskopową i wynurzał się po kilkunastu minutach. Wszystkie te czynności odbywały się według specjalnego planu. W telegramie nadanym przez ORP Kondor na Oksywie podano dokładne współrzędne geograficzne (N:54°37’2″, E:18°41’9″), gdzie przeprowadzano zanurzenia. W dokumentach Marynarki Wojennej obszar ten nosił nazwę poligonu 21[38] i znajdował się na zachód od portu wojennego w Helu.

Przekrój okrętu podwodnego projektu 613. Okrętem tego typu był ORP Kondor. Źródło: Wikimedia Commons, licencja: CC BY-SA 3.0

12 lutego zdjęcia zostały przerwane ze względu na sygnał nadany przez Dowództwo Floty o treści „Awaria na morzu. Zwiększyć czujność”[39]. Początkowo ORP Bielik został wykorzystany przez ekipę filmową do nakręcenia ujęć zanurzającego się Jastrzębia/Kondora. Było to utrudnione z powodu małej ilości miejsca w kiosku. Oprócz operatora kamery, dźwiękowca i aktorów, musiał się tu znajdować zastępca dowódcy ds. politycznych. Nie można było umieścić kamery przed kioskiem ze względu na wąski pokład i duże oblodzenie. Bielik ostatecznie zastąpił Kondora w marcu 1968 roku, ze względu na wysłanie do suchego doku celem dokonania przeglądu technicznego. W tej sytuacji przystąpiono do realizacji scen rozgrywających się wewnątrz okrętu. W marcu 1968 roku rozpoczęto kolejny etap zdjęć do filmu. W tym celu okręt popłynął do helskiego portu wojennego. Nakręcono wówczas sceny rozgrywające się w kiosku. Znacznym ułatwieniem dla filmowców była topografia helskiego portu. Z nabrzeży można było nakręcić ujęcia, które wyglądały na zrealizowane na pełnym morzu.

Trzeci okręt wykorzystywany przez filmowców należał do zupełnie innego typu niż dwa poprzednie. Z oczywistych względów nie można było wykorzystać go do ujęć nawodnych. Sęp był niemal dwukrotnie większy niż o.p. proj. 613, a to oznaczało więcej miejsca dla ekipy filmowej. Wybrano dwa pomieszczenia – kabinę dowódcy okrętu i radiooperatora. Na Sępie występowały starsze urządzenia radionawigacyjne niż na Kondorze i Bieliku. Było to o tyle ważne, że dzięki temu nie ujawniono najnowocześniejszych elementów wyposażenia okrętu. Podczas realizacji zdjęć w kabinach dowódcy i radiooperatora niezbędne było rozplombowanie tych pomieszczeń w obecności dowódcy okrętu. Wydano również zalecenie, aby w czasie kręcenia zdjęć w kabinie radiooperatora znajdowały się maksymalnie cztery osoby z ekipy filmowej. W trakcie realizowania ujęć na Sępie okręt cumował w helskim porcie wojennym. Filmowcy w przerwach między zdjęciami udawali się na obiad do kasyna oficerskiego w Helu.

W pracach nad filmem wykorzystano również holownik H-6 i okręt ratowniczy R-23. Służyły one jako jednostki przewożące sprzęt filmowców. Zdjęcia na okrętach zakończono dopiero na początku kwietnia 1968 roku. W późniejszym okresie nie było już możliwości ich kontynuowania ze względu na dwa czynniki. Pierwszym był rejs polskich okrętów podwodnych do Rostocku na początku maja[40]. Drugim była wiosenna pogoda, która nie wpisywała się w scenariusz i nakręcone wcześniej ujęcia.

Ekipa filmowa wchodziła na jednostkę zwykle między godziną 8.00 a 10.00. Na początku towarzyszyli jej konsultanci wojskowi – kmdr Henryk Pietraszkiewicz[41] i Ludwik Dutkowski[42]. W późniejszym okresie ich miejsce zajmowali dowódcy okrętów lub oficerowie polityczni. Filmowcy opuszczali pokład mniej więcej przed godziną 16.00 i tylko raz zdjęcia trwały do godziny 23.00. Obiad spożywali w mesie okrętowej i na tę okazję było przygotowywane specjalne menu.

Miejsce, w którym stały zakotwiczone okręty podwodne[43], znajdowało się około 350 metrów od bramy wejściowej do bazy. Dzień przed rozpoczęciem zdjęć filmowcy odbyli kilkugodzinną wycieczkę po porcie oksywskim, połączoną z rejsem holownikiem.

W zapisach okrętowych tylko w jednym przypadku podana jest szczegółowa lista aktorów i realizatorów filmu. 24 lutego na ORP Bielik weszła piętnastoosobowa grupa – Tadeusz Szmidt (kpt. Hulewicz), Marian Kociniak (por. Kwiatkowski), Paweł Komorowski (reżyser), Roman Załucki, Wojciech Wójcik (współpraca reżyserska), Halina Lachowska (współpraca reżyserska), Urszula Orczykowska (kierownictwo produkcji II), Jerzy Stawicki (zdjęcia), Jacek Stachlewski (operator kamery), Jerzy Szurowski (współpraca operatorska), Wojciech Radwański, Henryk Zambrzycki, Stanisław Korytkowski, Jerzy Radziwoń (scenografia), Zbigniew Dobracki[44].

Tadeusz Schmidt jako kapitan Hulewicz. Autor plakatu nieznany, produkcja „Prasa SM”, rok 1968.

W filmie „Ostatni po Bogu” pojawiły się epizodycznie inne okręty należące do MW. W jednej ze scen na pomoc zatopionemu Jastrzębiowi wychodzą kutry torpedowe z Oksywia. Oczywiście kamera pokazuje widok nabrzeży i zacumowanych tam okrętów. Przypadkowo część nabrzeży jest przysłonięta gęstym dymem (najprawdopodobniej pochodzącym ze świecy dymnej). Zabieg ten był celowy i miał zniekształcić obraz bazy oraz ukryć przed potencjalnym przeciwnikiem tzw. supertechnikę. W tamtych latach ową supertechniką były kutry rakietowe proj. 205 i do 1968 roku do Polski dotarło siedem okrętów tego typu[45]. Z innych jednostek występujących w filmie należy wymienić „271”, czyli legendarny niszczyciel ORP Błyskawica. W tym przypadku mamy do czynienia z pewnym zabiegiem propagandowym. Otóż widać, jak z komina Błyskawicy wydobywa się dym, sugerując jednocześnie, że okręt jest w pełni sprawny. Rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. 9 sierpnia 1967 roku doszło do wypadku, który sprawił, że Błyskawica straciła swoją zdolność do odbywania długotrwałych rejsów. Podczas wykonywania alarmu bojowego okręt miał gwałtownie wyruszyć z miejsca. W kotłowni nr 2 nastąpiła awaria rurociągu pomocniczego pary przegrzanej. W rezultacie tego wypadku śmierć poniosło siedmiu marynarzy[46]. Po tym incydencie okręt miał służyć jako bateria dział nadbrzeżnych. Pojawił się również „410” KT-83, czyli kuter torpedowy projektu 183. Oprócz okrętów do poszukiwania wykorzystano śmigłowce SM-2W. Pokazane zostały dwie maszyny o numerach 417 i 418. Zdjęcia filmowe zostały wykonane w dniach 19-24 lutego podczas ćwiczeń taktycznych z 9. FOW[47]. Przez moment widać lotnisko znajdujące się w bliskiej odległości morza.

ORP Błyskawica, fot. Michał Szafran, odwaszegofotokorespondenta.blogspot.com

ORP Błyskawica, fot. Michał Szafran, odwaszegofotokorespondenta.blogspot.com

Wpływ wydarzeń marcowych na realizację zdjęć

W czasie kręcenia scen na okrętach podwodnych, w Trójmieście doszło do wystąpień studentów przeciwko władzy. Ekipa filmowa była wówczas pod szczególną opieką oficerów Marynarki Wojennej. Nie mieli oni całkowitej pewności, czy któryś z filmowców nie będzie próbował wykonać zdjęć dokumentujących protesty. Aby zabezpieczyć dalsze kręcenie filmu, zapadła decyzja o przeniesieniu ekipy filmowej na Hel. W okresie od 13 do 16 marca 1968 roku filmowcy nocowali w Helu i z portu wojennego wypływali okrętem w celu realizacji ujęć morskich. 14 marca odwołano wyjście okrętów w morze z uwagi na nieodpowiednie warunki hydrometeorologiczne. Było to o tyle dziwne, ponieważ wcześniej realizowano zdjęcia w podobnej pogodzie. Być może zrezygnowano z zaplanowanych zadań ze względu na niepokoje społeczne w oczekiwaniu na rozkazy z Dowództwa. Należy dodać, że grupa oficerów z 1. Brygady Okrętów Podwodnych czynnie uczestniczyła w zajściach 15 marca 1968 roku.

Kolaudacja filmu

28 czerwca 1968 roku odbyło się posiedzenie Komisji Kolaudacyjnej[48] mające za zadanie omówienie i ocenę gotowego materiału filmowego. Podczas obrad byli obecni: minister Wiśniewski, tow. Kraśko[49], ob. Hager, reżyser Komorowski, tow. Koniczek[50], ob. Lutowski, ob. Michalewicz, dyrektor Mocek, ob. Konwicki, tow. Olszewski, płk Gonczarski[51], dyrektor Pastuszko, gen. Polański[52], ob. Pomianowski, ob. Skowroński, dyrektor Sikorski, dyrektor Spychała, reżyser Szczepański[53], kmdr Szczepkowski, ob. K. T. Teoplitz, ob. Waś, dyrektor Zachar. Przewodniczącym Komisji był minister Wiśniewski.

„Głos Wybrzeża”, nr 240, 9 X 1968, s. 5

Jako pierwszy zabrał głos płk Jerzy Gonczarski, który uważał, że niezrozumiałe kwestie techniczne (kranik) zostały dostatecznie wyjaśnione dzięki pomocy konsultanta wojskowego kmdra Pietraszkiewicza. Gonczarski miał natomiast inne wątpliwości co do postaci zastępcy ds. politycznych. Uważał, że oficer polityczny jest bardzo ludzki i ciepły, ale jako żołnierz zbyt liryczny[54]. Oficer mówiący, że kocha wszystkich ludzi nie miałby racji bytu w wojsku. Jego niepokój wzbudza także postać kapitana Zapały, który jest za mało męski i kierujący się emocjami niczym kobieta.

Wśród zalet obrazu płk Gonczarski wymienił m.in.:

– ukazanie życia i ciężkiej służby marynarzy;

– kwestię zaangażowania wojska do poszukiwań wraku kutra rybackiego, dzięki sprzedaży którego planowano pozyskać cenne dewizy. Była to ważna sprawa z ideologicznego punktu widzenia;

– wpisanie się w program obchodów XXV-lecia LWP;

– postawę, że zawsze należy działać zgodnie z regulaminem.

Następnie głos w sprawie filmu zabrał ob. Skowroński, który miał bardzo dobre zdanie o całokształcie prac. Bardzo mu się podobała praca operatorów, a w szczególności ujęcia trójmiejskich ulic. Pozytywne wrażenie wywarły kreacje aktorskie, a szczególnie Józefa Nowaka (kpt. Zapała) i Andrzeja Szalawskiego (kmdr Pawlikowski). Miał natomiast zastrzeżenia co do charakteru marynarzy. W jego opinii ludzie morza są bardziej opanowani i te procesy emocjonalne odbywają się bardziej dyskretnie. Mimo to całość oceniał bardzo dobrze ze względu na ciekawy temat i artystyczną realizację. Najbardziej sceptyczny co do powstania i efektu końcowego był Krzysztof Teodor Toeplitz. Przede wszystkim zwrócił uwagę na braki natury dramaturgicznej. Składały się na nie:

konflikty oparte na pozorach następujących, a nie na starciu charakterów;

poszukiwanie zaginionego kutra rybackiego nie dodało filmowi emocji. Teoplitz odniósł wrażenie, że jest to zadanie banalne.

Według niego obraz o tej tematyce mógł uchodzić za film sensacyjno-przygodowy (w ujęciu młodzieżowym) lub dramat psychologiczny. Ze względu na zbyt małą akcję i schematycznych bohaterów nie można było go zakwalifikować do żadnej z tych grup.

Kolejną osobą, która wyraziła swoją opinię, był kierownik Wydziału Kultury w KC PZPR, Wincenty Kraśko. Wskazywał on na niezwykle wartościowy charakter tego filmu, który ukazywał dyskutantowi Marynarkę Wojenną pomagającą w sprawach gospodarczych. Uważał także, że „Ostatni po Bogu” będzie zachęcał młodzież do służby w Marynarce Wojennej. Podobnie jak większość osób oceniających obraz, miał wątpliwości odnośnie postaci oficera politycznego. Ciepły i przyjacielski młody człowiek nie powinien pełnić takiej funkcji, która powinna być przeznaczona dla osoby doświadczonej życiowo. Nie podobały mu się również sceny miejskie, które jego zdaniem były zbyt szare i ponure, oraz zbyt małe wyeksponowanie morza. Jerzy Pomianowski skrytykował postawę marynarzy, którzy byli zbyt bałaganiarscy[55]. Był wręcz zachwycony postawą marynarza Martuli. W początkowych scenach wykazywał niechęć do służby, ale podczas awarii zachowywał się wzorowo. Pomianowski stwierdził m.in.: Marynarka Wojenna zrobiła z Martuli prawdziwego mężczyznę i takie postawy należy propagować jak najczęściej. Odniósł się też do wcześniejszych, krytycznych wypowiedzi odnośnie końcowego efektu. Filmowi o Wojsku Polskim w czasie pokoju, jest trudniej konkurować z wojennymi eposami, w których bohaterzy i wielkie czyny były na porządku dziennym. Na koniec swojej wypowiedzi doszedł do wniosku, że do naszego wojska można mieć całkowite zaufanie i to nie tylko w sprawach wojskowych.

W drugiej części posiedzenia Komisji Kolaudacyjnej udzielono głosu wojskowym. Jako pierwszy swoją opinię wyraził kmdr Szczepkowski. Uważał, że film spełni oczekiwania Marynarki Wojennej i na pewno będzie dobrze przyjęty przez publiczność[56]. Kwestię awarii okrętu przez jeden kranik uznał za wielce prawdopodobną. Stwierdził również, że w dotychczasowej historii Marynarki Wojennej nie doszło do żadnego wypadku okrętu podwodnego[57]. Odniósł się do zarzutów stawianych pod adresem głównego bohatera, kpt. Hulewicza. Jego sylwetka została oparta na autentycznej postaci dowódcy okrętu podwodnego i łączyły je podobne cechy charakteru. Sceptycznie odniósł się do oficera politycznego (sam pełnił tę funkcję). Postaci tej zarzucał, że był zbyt młody, niedoświadczony i zbyt mało przekonujący (…) i brak jego działalności na okręcie. Inną kwestią, na jaką zwrócił uwagę, był bałagan i chaos w centrali bojowej, w której – jak uważał – znajdowało się zbyt wiele osób[58]. Ostatecznie stwierdził, że chętnie widziałby kolejny film o okrętach podwodnych, w którym w szerszym stopniu zostałoby pokazane życie i niebezpieczeństwa na takiej jednostce.

Zarzuty wobec „chaosu w centrali” podważył płk Gonczarski. Powoływał się na poważnych konsultantów, jak komandor Pietraszkiewicz, którzy nie mieli żadnych wątpliwości[59]. Wskazywał za to niezgodne z regulaminem zwracanie się oficera politycznego do marynarzy[60].

Obecny na Komisji Kolaudacyjnej gen. Polański miał tylko jedną uwagę co do całego filmu. Zwrócił uwagę na niewłaściwy sposób salutowania przez kpt. Hulewicza. Według niego godziło to w wizerunek całego Wojska Polskiego, a zwłaszcza kadry oficerskiej. Dodał również, że aktorzy powinni przechodzić specjalne szkolenie w salutowaniu. Jeżeli uczą się obsługiwać broń to dlaczego nie mogliby poćwiczyć musztry? – stwierdził generał zgromadzonym na kolaudacji. Propozycja została przemilczana.

Po wypowiedziach żołnierzy przyszedł czas na twórców filmu. Jako pierwszy wystąpił reżyser Paweł Komorowski. Przede wszystkim dotknęła go wypowiedź kmdra Szczepkowskiego. Uważał, że człowiek w mundurze marynarskim nie powinien mieć aż tak dużo zastrzeżeń co do filmu. Powołał się przy tym na opinię doświadczonego kmdra Pietraszkiewicza, który uznał jedynie, że w centrali panował zbyt duży hałas[61]. Reżyser przytoczył zdanie wojskowych konsultantów, którzy przyjęli ten film bez dużych oporów.

Jako ostatni głos zabrał scenarzysta Jerzy Lutowski. Przyznał, że podczas rejsów na okręcie podwodnym niejednokrotnie był świadkiem nieregulaminowych działań. Jako przykład podał wysłanie marynarza po kawę. Wyjaśnił wszystkim zgromadzonym, że oficer polityczny był przysłany na zastępstwo tylko na czas tego rejsu. Dodał, że jako jedyny oficer podtrzymywał na duchu marynarzy, w czasie gdy okręt znajdował się na dnie. Por. Kwiatkowski dokonał samokrytyki swojego zachowania i ostatecznie zmienił swoje podejście do załogi. Końcową opinię przedstawił minister Wiśniewski, który udzielił pełnego poparcia filmowi i wyraził nadzieję na życzliwe przyjęcie produkcji przez widzów. W sprawie ostatniej sceny w filmie nie domagał się żadnych zmian[62]. Wcześniejsza ocena scenariusza i kolaudacja wykazały szereg wątpliwości co do niektórych kwestii w filmie. Dotyczyło to zwłaszcza technicznych przyczyn wypadku, a także charakterystyki niektórych postaci. Żadna z osób zaangażowanych w ocenę filmu nie negowała wartości propagandowych filmu. Dużo uwagi poświęcono przemianie mar. Martuli z krnąbrnego poborowego na karnego marynarza. Mimo pewnych niedociągnięć wszyscy byli zadowoleni, że w końcu powstał film o współczesnej Marynarce Wojennej i jej ludziach.

Po pomyślnej kolaudacji filmowcy mieli jeszcze czas na etap montażowy i dogranie postsynchronów. Całkowity koszt ekranizacji powieści „Ostatni po Bogu” wyniósł 6 milionów złotych, co było zgodne ze wcześniejszymi ustaleniami[63]. W ostatecznej wersji film trwał 94 minuty. Łączna długość zużytej 35-milimetrowej taśmy filmowej wynosiła 2560 metrów.

Bibliografia:

Źródła

Archiwalia

Archiwum Marynarki Wojennej w Gdyni (5 filia Centralnego Archiwum Wojskowego)

  1. Dziennik zdarzeń ODO 1 BOP – rozpoczęto 3 lutego 1968 – zakończono 26 maja 1968, sygn. 3383/71/235.
  2. Dziennik zdarzeń ODO 1 BOP, rozpoczęto 3 lutego, zakończono 26 maja 1968 r., sygn. 3383/71/235.
  3. Dziennik zdarzeń ORP „Bielik”, rozpoczęto 1 stycznia, zakończono 18 lutego 1968 r., sygn. 3383/71/233.
  4. Dziennik zdarzeń ORP „Bielik”, rozpoczęto 19 lutego, zakończono 29 marca 1968, sygn. 3383/71/240.
  5. Dziennik zdarzeń ORP „Sęp” – okręt II rangi, rozpoczęto 17 lutego, zakończono 3 kwietnia 1968 r., sygn. 3383/71/239.
  6. Dziennik zdarzeń ORP „Sokół” 27 stycznia 1968 – 18 kwietnia 1968, sygn. 3383/71/237.
  7. Rozkazy dzienne dowódcy 1 BOP. Styczeń – czerwiec 1968 r., sygn. 3522/74/96.

Filmoteka Narodowa

  1. Notatka do Ministerstwa Kultury i Sztuki z dn. 21 października 1967 r., sygn. PRF/I/K-13/236/67.
  2. Ostatni po Bogu. Scenopis filmowy wg scenariusza J. Lutowskiego S-5821, D 231/68.
  3. Stenogram z posiedzenia Komisji Kolaudacyjnej w dniu 26 czerwca 1968 r., sygn. A-329.
  4. Stenogram z posiedzenia rozszerzonej Rady Programowej Zespołu „Syrena” u ministra Zaorskiego w dniu 8 XI 1967, A-329, poz. 47.

Literatura

  1. Konarski M., Olejko A., Tradycje polskiego lotnictwa morskiego. Kalendarium wydarzeń, Gdynia 1995.
  2. Królikowski J., Admirałowie Polskiej Marynarki Wojennej 1945-2004, Toruń 2004.
  3. Literatura polska: przewodnik encyklopedyczny, t. 2, pod red. J. Krzyżanowskiego, Warszawa 1985.
  4. Lutowski J., Ostatni po Bogu, Gdynia 1968.
  5. Twardowski M., ORP „Błyskawica” – nowe spojrzenie na weterana, „Morza, Statki i Okręty” 1997, nr 3.
  6. Współcześni polscy pisarze i badacze literatury: słownik bibliograficzny, pod red. J. Czachowskiej, t. 5, Warszawa 1997.

[1]Szczegółowy wykaz filmów dokumentalnych zrealizowanych przez WFD „Czołówka” znajduje się na stronie http://www.filmpolski.pl/fp/index.php/413304 (dostęp 20.01.2017).

[2]W ujęciach przedstawiających centralę bojową i kabinę hydroakustyka można rozpoznać identyczne elementy jak w filmie „Orzeł” (1959), który został zrealizowany na ORP Sęp.

[3]23.06.1918 roku, zob. Współcześni polscy pisarze i badacze literatury: słownik bibliograficzny, pod red. J. Czachowskiej, t. 5, Warszawa 1997; 23.06.1923 roku, zob. Literatura polska: przewodnik encyklopedyczny, t. 2, pod red. J. Krzyżanowskiego, Warszawa 1985.

[4]Wydanie I miało nakład dziesięciu tysięcy egzemplarzy i w dalszych latach Wydawnictwo Morskie nie wznowiło druku kolejnych serii.

[5]Jedną z przyczyn emigracji było żydowskie pochodzenie pisarza.

[6]Filmoteka Narodowa (dalej: FN), A-329, poz. 47, Stenogram z posiedzenia rozszerzonej Rady Programowej Zespołu „Syrena” u ministra Zaorskiego w dniu 8 XI 1967.

[7]W filmie „Ostatni po Bogu” występował jego syn – Andrzej Zaorski.

[8]Jerzy Pomianowski (ur. 1921) – pisarz, scenarzysta i krytyk filmowy. W latach 1961-1968 kierownik literacki Zespołu Filmowego „Syrena”.

[9]Janusz Przymanowski (1922-1998) – pisarz, twórca książki i scenariusza serialu „Czterej pancerni i pies”.

[10]Stanisław Wohl (1912-1985) – reżyser, profesor Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi. W latach 1961-1968 kierownik artystyczny Zespołu Filmowego „Syrena”.

[11]FN, A-329, poz. 47, Stenogram…, s. 2-3.

[12]Ibidem, s. 4.

[13]W dokumentach, publikacjach i programach telewizyjnych pojawiało się określenie łódź podwodna. Właściwy termin – okręt podwodny – pojawiał się tylko w publikacjach i materiałach wytworzonych przez wojsko.

[14]FN, A-329, poz. 47, Stenogram…,, s. 5-6.

[15]Prawdopodobnie chodziło o momenty, w których Hulewicz w rozmowie ze swoją żoną okazywał jej obojętność i deklarował tęsknotę za morzem.

[16]FN, A-329, poz. 47, Stenogram…,, s. 13.

[17]Ibidem, s. 18-19.

[18]W latach 1967-1968 w Brygadzie Okrętów Podwodnych nie służył oficer o tym nazwisku. Funkcja komendanta może wskazywać na Wyższą Szkołę Marynarki Wojennej; w tym czasie komendantem WSMW był kadm. Gereon Grzenia-Romanowski.

[19]Wspomniana katastrofa amerykańskiego okrętu podwodnego USS Tresher miała miejsce w 1963 roku. Jedną z jej przyczyn były problemy z instalacją hydrauliczną. W efekcie zginęła cała załoga.

[20]W scenariuszu i powieści jest fragment o działalności w czasie wojny. Wraz z dr. Bryllem i kmdr. Pawlikowskim walczył w bliżej niezidentyfikowanym oddziale partyzanckim. Jeżeli chodzi o miejsca walk, to podane są tylko Kartuzy. Być może służyli już w tym momencie w regularnych oddziałach LWP.

[21]FN, A-329, poz. 47, Stenogram…, s. 27.

[22]Ibidem, s. 31.

[23]Ibidem, s. 35.

[24]FN, Ostatni po Bogu. Scenopis filmowy w.g. scenariusza J. Lutowskiego, sygn. S-5821.

[25]Trenażerami były określane lądowe stanowiska imitujące niektóre fragmenty okrętów, np. przedział radiooperatora, siłownia okrętowa.

[26]Za poligony przeciwpożarowe służyły kadłuby wycofanych okrętów, które były odpowiednio przystosowane do symulowania pożarów i przeprowadzania akcji gaśniczych.

[27]Według scenariusza jej niepełnosprawność wynikała z wypadku z dzieciństwa, którego winowajcą był Zapała.

[28]Prawdopodobnie chciano również uniknąć ujęć bramy wjazdowej do bazy na Oksywiu i obiektów znajdujących się w jej pobliżu.

[29] Budowę „Zieleniaka” rozpoczęto od postawienia dwóch filarów, które później zostały połączone piętrami.

[30]Zezwolenie nr 000016 wydane przez Zarząd Polityczny Dowództwa Marynarki Wojennej.

[31]Bliźniaczy okręt zatopionego w 1940 roku ORP Orzeł.

[32]Czwarty z okrętów proj. 613 w okresie od 27 stycznia do 18 kwietnia 1968 roku przebywał w Stoczni Marynarki Wojennej, zob. AMW, Dziennik zdarzeń ORP „Sokół” 27 styczeń 1968-18 kwiecień 1968, sygn. 3383/71/237.

[33]Od 27 lutego okręt został skierowany do przeglądu technicznego w Stoczni Marynarki Wojennej, zob. AMW, Dziennik zdarzeń ORP „Kondor”, rozpoczęto 25 stycznia, zakończono 3 lutego 1968, sygn. 3383/71/238, s. 149-352.

[34]AMW, Dziennik zdarzeń ORP „Bielik”, rozpoczęto 1 stycznia, zakończono 18 lutego 1968 r., sygn. 3383/71/233, s. 316-382, Dziennik zdarzeń ORP „Bielik”, rozpoczęto 19 lutego, zakończono 29 marca 1968, sygn. 3383/71/240, s. 150-297.

[35]AMW, Dziennik zdarzeń ORP „Sęp” – okręt II rangi, rozpoczęto 17 lutego, zakończono 3 kwietnia 1968 r., sygn. 3383/71/239, s. 49-314.

[36]AMW, Rozkazy dzienne dowódcy 1 BOP, Rozkaz nr 180, sygn. 3522/74/96, s. 88.

[37]AMW, Dziennik zdarzeń ORP „Sęp”…, s. 228.

[38]AMW, Dziennik zdarzeń ODO 1 BOP, rozpoczęto 3 lutego, zakończono 26 maja 1968 r., sygn. 3383/71/235, s. 7.

[39]AMW, Dziennik zdarzeń ORP „Bielik”, rozpoczęto 1 stycznia, zakończono 18 lutego 1968 r., sygn. 3383/71/233, s. 337.

[40]Bezpośrednio przed rejsem zmieniono oznaczenie okrętów z alfanumerycznych na cyfrowe.

[41]Henryk Pietraszkiewicz (ur. 1923) – kontradmirał, dowodził m.in. ORP Sęp, pełnił obowiązki dowódcy 1. BOP i 9. FOW, zob. biogram (w:) J. Królikowski, Admirałowie Polskiej Marynarki Wojennej 1945-2004, Toruń 2004, s. 106-108.

[42]Ludwik Dutkowski (ur. 1927) – wiceadmirał. Od 1962 do 1972 roku pełnił funkcję zastępcy szefa Zarządu Politycznego Marynarki Wojennej, zob. biogram (w:) Ibidem, s. 44-46.

[43]W basenie nr 10 w dalszym ciągu stoją zacumowane polskie okręty podwodne.

[44]AMW, Dziennik zdarzeń ORP „Bielik”, rozpoczęto 18 lutego, zakończono 28 marca 1968, sygn. 3383/71/233, s. 102-103.

[45]Dokładna historia okrętów rakietowych proj. 205 została szerzej opisana w tekście http://wiekdwudziesty.pl/polskie-okrety-rakietowe-1964-2016/ (dostęp 20.01.2017).

[46]M. Twardowski, ORP „Błyskawica” – nowe spojrzenie na weterana, „Morza, Statki i Okręty” 1997, nr 3, s. 44.

[47]M. Konarski, A. Olejko, Tradycje polskiego lotnictwa morskiego. Kalendarium wydarzeń, Gdynia 1995, s. 76.

[48]FN, Stenogram z posiedzenia Komisji Kolaudacyjnej w dniu 26 czerwca 1968 r., sygn. A-329, poz. 10.

[49]Wincenty Kraśko (1916-1976) – dziennikarz, kierownik Wydziału Kultury KC w latach 1960-1971.

[50]Ryszard Koniczek (1931-1997) – krytyk, teoretyk filmu, dziennikarz „Filmu”, członek Filmowej Rady Repertuarowej.

[51]Jerzy Gonczarski – dziennikarz, redaktor naczelny „Żołnierza Wolności”.

[52]Władysław Polański (1924-2012) – weteran walk LWP, dyrektor Wydawnictwa MON, szef Zarządu Propagandy i Agitacji Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego.

[53]Jan Józef Szczepański (1919-2003) – pisarz, scenarzysta (autor scenariuszy do filmów „Westerplatte”, „Stajnia na Salvatorze”, „Hubal”).

[54]FN, sygn. A-329, poz. 10, Stenogram z posiedzenia Komisji Kolaudacyjnej, s. 2-5.

[55]Ibidem, s. 9-12.

[56]Ibidem, s. 17-18.

[57]Było to niezgodne z prawdą, ponieważ w latach 1945-1968 doszło do dwóch poważnych wypadków z udziałem polskich okrętów podwodnych.

[58]Wypowiedź ta świadczy, że kmdr Szczepkowski miał niewielki staż na okrętach, ponieważ podczas wykonywania zadań bojowych, na mostku (lub w centrali) rzeczywiście jest duży ruch, ale wszystkie działania są ze sobą skoordynowane.

[59]FN, sygn. A-329, poz. 10, Stenogram z posiedzenia Komisji Kolaudacyjnej…, s. 19.

[60]Akurat w tym przypadku na okrętach podwodnych panowała trochę luźniejsza atmosfera niż innych formacjach, o czym płk Gonczarski mógł nie wiedzieć.

[61]Hałas w centrali okrętu mógł być spowodowany wykorzystaniem do realizacji mikrofonów nieprzystosowanych do działania w warunkach okrętowych.

[62]Chodziło o wyjaśnienie, czy Hulewicz zdecydował się na emeryturę, czy na objęcie stanowiska w sztabie MW.

[63]W piśmie do podsekretarza stanu ds. kultury Tadeusza Zaorskiego podawano przewidywany koszt realizacji filmu wynoszący 6 milionów złotych, zob. FN, Notatka do Ministerstwa Kultury i Sztuki z dn. 21 października 67 r., sygn. PRF/I/K-13/236/67.

Artykuł opublikowano na wolnej licencji.

Zezwala się na korzystanie z powyższego tekstu do dowolnego celu, również komercyjnego,  na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska (znanej również jako CC-BY-SA 3.0 PL), dostępnej pod adresem http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/ lub innej wersji językowej tej licencji lub którejkolwiek późniejszej wersji tej licencji, opublikowanej przez organizację Creative Commons. Wymagamy podania autora artykułu oraz miejsca pierwotnej publikacji wraz z linkiem do artykułu w portalu wiekdwudziesty.pl 

Licencja nie dotyczy zdjęć i ilustracji – informacje o ich statusie są umieszczone w podpisach.

Opublikuj swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*