Nancy Gibbs, Michael Duffy, „Klub prezydentów”

Nancy Gibbs, Michael Duffy, „Klub prezydentów” 

„Klub prezydentów” to książka, której pojawienie się na polskim rynku jest sporym, ale bardzo miłym zaskoczeniem, przede wszystkim dla osób interesujących się historią Stanów Zjednoczonych. Czegoś takiego w księgarniach jeszcze nie było. Nie jest to zbiór biografii poszczególnych prezydentów.  Książka pozwala uzupełnić wiedzę na temat amerykańskich przywódców o ich stosunek do pełnionej funkcji, a także o relacje z poprzednikami i następcami, co – jak się okazuje – potrafi znacząco wpłynąć na ich ocenę jako polityków, przywódców światowego mocarstwa, jak i po prostu ludzi.

Nancy Gibbs, Michaela Duffy, „Klub prezydentów”

Nancy Gibbs, Michael Duffy, „Klub prezydentów”

„Klub prezydentów” autorstwa Nancy Gibbs i Michaela Duffy’ego liczy 688 stron, z czego 10 stanowi bibliografia, a 66 – przypisy. W książce została zachowana chronologia, czasem tylko naruszona dla lepszego zrozumienia przedstawionych faktów i ewolucji znaczenia Klubu dla poszczególnych prezydentów.

„Klub prezydentów” to książka, która przedstawia wzajemne stosunki prezydentów Stanów Zjednoczonych od Harry’ego Trumana do Baracka Obamy. Klub prezydentów jest nieformalnym stowarzyszeniem, w skład którego wchodzi urzędujący prezydent i jego żyjący poprzednicy. Nie ma drugiego tak elitarnego bractwa na całym świecie. Nie jest to żadna instytucja w ścisłym tego słowa znaczeniu – Klub nie został nigdy oficjalnie powołany, a jego istnienia nie reguluje żadna ustawa ani poprawka do Konstytucji – jedynie kwestie mające ułatwić funkcjonowanie stowarzyszenia były przedmiotem uchwał Kongresu USA. Na znajdujące się na okładce książki pytanie „Jaką władzę mają byli prezydenci?” odpowiedź jest krótka – nie mają oni żadnej realnej władzy, Konstytucja nie nadaje im żadnych uprawnień, mogą oni jedynie wykonywać zadania powierzone im przez urzędującego prezydenta.

Historia Klubu rozpoczęła się w chwili, kiedy pierwszy prezydent Stanów Zjednoczonych, George Washington, oświadczył, że zamierza zakończyć pełnienie najwyższego urzędu w państwie po dwóch kadencjach i nie będzie ubiegał się o ponowny wybór na to stanowisko. Oznaczało to, że urząd Prezydenta USA nie będzie pełniony dożywotnio, a kolejni prezydenci będą mogli mieć kontakt ze swoimi żyjącymi poprzednikami.

Klub rozpoczął swoją faktyczną działalność po II światowej, kiedy współpracę nawiązali 33. Prezydent USA Harry Truman i 31. Prezydent, Herbert Clark Hoover. Niezbyt doświadczony Truman, który zasiadł w Białym Domu po śmierci Franklina Delano Roosevelta, a wcześniej przez bardzo krótki okres pełnił funkcję wiceprezydenta, potrzebował pomocy Herberta Hoovera. Doświadczenie Hoovera w organizowaniu pomocy dla Europy pogrążonej w ubóstwie i chaosie w wyniku I wojny światowej, okazało się niezbędne podczas przygotowywania w 1945 roku programu wsparcia dla Europy w obliczu kolejnego kryzysu żywnościowego, będącego skutkiem największego konfliktu w dziejach. Dla Hoovera praca u boku Trumana stanowiła szansę na rehabilitację w oczach Amerykanów, którzy wciąż niesłusznie obwiniali rządy Hoovera za wywołanie Wielkiego Kryzysu. Współpraca Trumana i Hoovera, będąca symbolem ponadpartyjnego porozumienia dwóch mężów stanu, zapoczątkowała funkcjonowanie klubu, którego poszczególni członkowie na przestrzeni lat lubili się bądź nienawidzili, konsultowali się ze sobą bądź odcinali się od siebie, walczyli o dobre imię i o odkupienie win lub cieszyli się niesłabnącą popularnością, wypełniali misje powierzone im przez urzędującego prezydenta bądź sprawiali mu kłopoty, rozpoczynając na własną rękę negocjacje z rządami obcych państw. Działali jednak zazwyczaj dyskretnie, wspierając prezydenta-elekta, jak i siebie nawzajem, zawsze zjednoczeni w obliczu narodowej tragedii i – co chyba najważniejsze – niezależnie od tego, kto właśnie zasiadał w Białym Domu, nieustannie mieli na celu przede wszystkim dobro i ochronę urzędu Prezydenta Stanów Zjednoczonych oraz troskę o jego majestat. Ponieważ, jak powiedział George W. Bush, „ten urząd to coś znacznie więcej niż tylko sam człowiek, który go sprawuje”.

Losy Klubu, w zależności od jego składu, były bardzo różne. Dwight Eisenhower znajdował się niemalże w stanie wojny z Trumanem, choć wcześniej obaj ze sobą współpracowali i zapewniali siebie nawzajem, że kampania wyborcza w 1952 roku nie zniszczy ich przyjaźni. John F. Kennedy mógł liczyć na swoich poprzedników, chociaż zdawał sobie sprawę, że byli oni nastawieni sceptycznie do młodego, katolickiego polityka z Partii Demokratycznej. W dodatku administracja Eisenhowera pozostawiła mu plany inwazji w Zatoce Świń, która ostatecznie zakończyła się niepowodzeniem i obciążyła konto urzędującego od kilku miesięcy prezydenta Kennedy’ego. Wszyscy trzej poprzednicy JFK wspierali go jednak podczas kubańskiego kryzysu rakietowego, a Eisenhower i Truman pogodzili się ze sobą w obliczu tragicznej śmierci ich młodego następcy w listopadzie 1963 roku.

Lyndon B. Johnson często konsultował swoje działania z Trumanem i Eisenhowerem, przede wszystkim w kwestii wojny wietnamskiej, która miała zdominować i okryć niesławą jego prezydenturę. Richard Nixon, z natury nieufny i lubiący intrygi, przez cały okres pełnienia urzędu usiłował dotrzeć do tajnych dokumentów poprzedniej administracji i zaszkodzić swoim przeciwnikom, w związku z czym musiał później ustąpić ze stanowiska. Po opuszczeniu Białego Domu niemalże do końca życia starał się zrehabilitować w oczach rodaków. Następca Nixona, Gerald R. Ford, pragnąc normalnie wykonywać zadania prezydenta i położyć kres dyskusji na temat ewentualnej kary dla Nixona, ułaskawił go, przez co ściągnął na siebie potężną falę krytyki i stracił szansę na zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Mimo to wciąż przyjaźnił się z poprzednikiem – jedną z najważniejszych postaci afery Watergate.

Jimmy Carter podczas swojej prezydentury nie był w najlepszych stosunkach z poprzednikami. Z czasem się z nimi zaprzyjaźnił, zwłaszcza z Fordem, choć potrafił być dość kłopotliwy dla późniejszych prezydentów – poproszony o wykonanie jakiejś misji, często działał na własną rękę, ignorując instrukcje z Białego Domu. Ronald Reagan spośród swoich poprzedników miał najlepszy kontakt z Richardem Nixonem, a po zakończeniu drugiej kadencji praktycznie wycofał się z życia publicznego.

George H. W. Bush mógł liczyć na pomoc wcześniejszych lokatorów Białego Domu, a po kilku latach od opuszczenia Waszyngtonu stał się bliskim przyjacielem człowieka, który pokonał go w kolejnych wyborach prezydenckich – Billa Clintona. Clinton zasiadał w Białym Domu podczas „Złotego wieku Klubu” – w dniu jego zaprzysiężenia Klub liczył sześciu członków. Były gubernator Arkansas niezwykle cenił sobie wsparcie Nixona (choć Nixon zmarł niewiele ponad rok po objęciu urzędu przez Clintona), Cartera, Forda oraz Busha seniora i mógł liczyć na ich wsparcie oraz rady także wówczas, gdy w wyniku „afery rozporkowej” naraził najwyższy urząd w państwie na poważne osłabienie jego potęgi i godności. Do niezwykłego wydarzenia doszło w 2000 roku, kiedy wybory prezydenckie wygrał George W. Bush i dołączył do Klubu, którego członkiem był jego ojciec. Bush junior, zasiadający w Białym Domu wówczas, gdy zamachy z 11 września na zawsze stały się czarną kartą historii, miał poparcie stowarzyszenia w związku z kampanią przeciw terroryzmowi. Obecny prezydent Barack Obama współpracuje zarówno z Clintonem, jak i Georgem W. Bushem.

„Klub prezydentów” jest niezwykle fascynującą książką. Ukazuje prezydentów USA z zupełnie innej perspektywy niż w tradycyjnych biografiach. Przedstawia także, poparte obszerną bibliografią, mniej znane wydarzenia z życia czy polityki lokatorów Białego Domu. Zawarte w książce informacje uzupełniają obraz amerykańskich prezydentów, przez co zyskują oni (jak np. Herbert Hoover czy George H. W. Bush), albo tracą (jak Dwight Eisenhower w przypadku stosunków z Trumanem czy Ronald Reagan, który w czasie prawyborów w 1976 roku jeszcze bardziej osłabiał i tak już kruchą jedność Partii Republikańskiej).

„Klub prezydentów” polecam jednak przede wszystkim osobom, które posiadają już szerszą wiedzę na temat prezydentów USA. Książka stanowi bardzo dobre uzupełnienie informacji, lecz nie zawiera wiadomości, niezbędnych dla osób nieznających tematu, jak np. szczegółów dotyczących stosunków USA z państwami Ameryki Łacińskiej, kryzysu kubańskiego, relacji z Chinami, programu Wielkiego Społeczeństwa, wojny w Wietnamie, afery Iran-Contras, procedury impeachmentu itd. Dla osób, które nie są zbyt dobrze zorientowane w tematyce, książka może się okazać męcząca po pierwszych stu stronach. Z kolei osoby, które znają temat, będą w stanie znaleźć w tekście żarty i aluzje, które czasem nawet w jakimś stopniu zginęły w tłumaczeniu.

Jest to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w ostatnim czasie na temat prezydentów USA i amerykańskiej sceny politycznej. Niestety, pojawiają się w niej błędy, zarówno „literówki”, jak i notorycznie błędnie zapisywane niektóre nazwiska, mniej znane polskiemu Czytelnikowi. Mam nadzieję, że błędy te zostaną poprawione w wydaniu, które ostatecznie trafi do sprzedaży – wspomniane zarzuty dotyczą przedpremierowego egzemplarza recenzenckiego. Czytaniu towarzyszy cały wachlarz emocji, co bardzo sobie cenię w tego typu publikacjach. Książka potrafi być wzruszająca, a także zabawna, ujawnia i krótkowzroczność i wspaniałomyślność, życzliwość i zazdrość, geniusz, a także nieroztropność poszczególnych prezydentów. Ale przede wszystkim ukazuje ambitnych, energicznych ludzi, którzy nawet po spełnieniu marzenia, jakim było zasiadanie w Białym Domu (choć nie każdy prezydent tego pragnął), nie zrezygnowali ze służby publicznej oraz z troski o najwyższy urząd w państwie i o kraj, który kochali.

Tytuł:  Klub prezydentów
Autor:  Nancy Gibbs, Michael Duffy
Wydawnictwo:  Znak literanova
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 688

Książka do nabycia  w księgarni internetowej znak.com.pl

 

Opublikuj swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*