Egbert Kieser, „Zatoka Gdańska 1945. Dokumentacja dramatu”

zatoka-gdaska-1945-dokumentacja-dramatu

Historia II Wojny Światowej opowiadana przez Niemców nie jest częstym tematem podejmowanym przez autorów. Warto przyjrzeć się bliżej książce Egberta Kiesera „Zatoka Gdańska 1945. Dokumentacja dramatu”. Nakładem wydawnictwa Oskar wyszło niedawno drugie wydanie tej interesującej publikacji. Autor zadedykował ją dzielnym kobietom z niemieckiego Wschodu. Okładka, będąca obrazem Jarosława Wróbla, przedstawia tonący statek „Wilhelm Gustloff” i dobitnie wskazuje na charakter narracji zawartej w książce. Keiser skupił się na pokazaniu ofiar i cierpienia, jakie dotknęły Niemców w okresie od stycznia do maja 1945 roku. Nie jest to jedyna książka jego autorstwa. Bardzo cenioną publikacją okazała się „Operacja Lew Morski”, będąca studium planowanej operacji desantowej na Wielką Brytanię.[1]

Egbert Kieser  w „Zatoce Gdańskiej 1945” oparł się o relacje świadków, którzy przeżyli wielką ucieczkę przed nacierającą Armią Czerwoną. Strach Niemców przed Rosjanami był podsycany przez informacje o zbrodni we wsi Nemmersdorf. W październiku 1944 roku doszło w niej do masakry mieszkańców, co wywołało poruszenie wśród mieszkańców Prus Wschodnich. Zdawali sobie sprawę z tego, że okrutna śmierć z ręki czerwonoarmistów może spotkać każdego. Wywołanie paniki wśród ludności cywilnej i zmuszenie ich do ucieczki było na rękę Rosjanom. Masowy exodus to zatarasowane drogi i panika w strefie przyfrontowej.

Autor rozpoczyna opisywanie zdarzeń od narady Hitlera z generałami z 1 stycznia 1945 roku. Wówczas zapadły decyzje, które zadecydowały o losie niemieckiego Wschodu. Dla głównodowodzącego armią niemiecką najważniejsze były działania na Zachodzie. 12 stycznia 1945 roku ruszyła ofensywa i wojska sowieckie zaczynają coraz głębiej wkraczać na terytorium Rzeszy. W małych miasteczkach Prus Wschodnich wierzono w potęgę armii niemieckiej i Wunderwaffe, która ostatecznie rozstrzygnie losy wojny. Wkrótce okazało się, że nie da się zatrzymać impetu tysięcy T-34, zmierzających w kierunku Niemiec. Mieszkańcy zapewniani byli przez dostojników NSDAP o nieuleganiu panice i braku konieczności ewakuacji w głąb Rzeszy. Rzeczywistość przerosła najgorsze obawy i rozpoczęła się masowa ucieczka przed wojskami sowieckimi. Początkowo głównym kierunkiem exodusu był Zalew Wiślany. Zamarznięty akwen wodny stanowił idealną drogę ucieczki. Zimowe warunki, połączone z brakiem odpowiedniej odzieży i pożywienia, zebrały śmiertelne żniwo wśród uchodźców. Dodatkowo lotnictwo szturmowe sporadycznie atakowało kolumny wozów taborowych. Strach przed Czarną śmiercią, jak określano samoloty Ił-2,nieustannie przewija się we wspomnieniach. Pakowano na nie tylko niezbędne rzeczy, zostawiając dobytek wielu pokoleń. Widać to szczególnie w relacji Grafa Eulenburga-Wickena, który musiał opuścić swoją posiadłość. Znajdowały się w niej obrazy przodków od XV wieku i inne cenne pamiątki rodzinne. Władze niemieckie zdecydowały się tylko na ewakuowanie trumny marszałka Paula von Hindenburga na teren Rzeszy. Praktycznie całość pruskiej kultury materialnej uległa zniszczeniu bądź rozproszeniu.

W dalszych rozdziałach opisywane jest załamywanie się aparatu państwowego i solidarności międzyludzkiej. Jako pierwsi uciekali dostojnicy NSDAP zwani złotymi bażantami. Fale uchodźców napływały do większych miast, powodując coraz większe problemy aprowizacyjne i sanitarne. W późniejszym okresie tylko pomoc wojska, a zwłaszcza Kriegsmarine, pomagała opanować chaos panujący w miastach. Narastały coraz większe konflikty pomiędzy władzą cywilną a marynarką. Przykładowo gaulaiter Eric Koch próbował wydawać polecenia oficerom 1. Szkolnej Dywizji U-bootów odnośnie transportu osób drogą morską. Coraz większy zamęt doprowadzał do tragedii, czego przykładem jest śmierć ponad 300 osób w Piławie w wyniku eksplozji amunicji w jednym z fortów. Największe ofiary miały dopiero nadejść wraz z coraz szerszym wykorzystywaniem jednostek pływających, przewożących uchodźców przez Zatokę Gdańską. Autor, oprócz największych katastrof, czyli zatopienia statków: „Wilhelm Gustloff”, „General von Steuben” i „Goya”, poświęcił sporo uwagi mniejszym jednostkom. Holowniki, barki desantowe, pomocnicze jednostki pływające – wszystko to służyło do ewakuacji. Wielkość statków podawana jest w tonażu, co może być pewnym utrudnieniem dla czytelników nie znających spraw technicznych związanych z okrętownictwem.

Odnośnie zatapiania statków szpitalnych zaskoczył mnie ton, w jakim zostały opisane te zdarzenia. Spodziewałem się całkowitego obarczenia winą dowódców sowieckich okrętów podwodnych. Egbert Kieser zwrócił uwagę na to, że Niemcy w 1942 roku odrzucili radziecką propozycję respektowania Konwencji Haskiej. Latem 1944 roku nastąpiły pierwsze ataki na statki szpitalne, co poskutkowało ich uzbrojeniem w broń przeciwlotniczą i przemalowaniem w barwy ochronne. Dopiero po tragicznych wydarzeniach z początku 1945 roku przywrócono im biały kolor i oznaczenia Czerwonego Krzyża.

Zaokrętowanie na statek niejednokrotnie wiązało się z tragediami rodzin ulegających rozdzieleniu. Autor umiejętnie dawkuje czytelnikowi takie historie. Przedstawia proces rozkładu społeczeństwa, dla którego najważniejsze jest zdobycie pożywienia i cennego miejsca na statku. Uchodźcy okradali się wzajemnie i donosili służbom bezpieczeństwa o próbach siania defetyzmu, czy przypadkach dezercji. Dla mężczyzn uciekających przed wojskami sowieckimi dużym zagrożeniem byli łowcy bohaterów albo psy łańcuchowe. W obydwu przypadkach chodziło o żandarmów szukających dezerterów i kandydatów do Volkssturmu.

Bundesarchiv_Bild_183-R98401,_Königsberg,_Volkssturm

Członkowie Volkssturmu w dzisiejszym Kaliningradzie (Königsberg), 20 stycznia 1945 roku. Źródło: Bundesarchiv, licencja: Distribution-Share Alike 3.0 Germany

Kolejne rozdziały są opisem coraz większych postępów Armii Czerwonej, zajmującej pruskie miasta i wsie. Elbląg, Gdańsk, Królewiec – wszystkie te tereny spotyka identyczny los. Rabunki i gwałty to nowa rzeczywistość, w jakiej muszą żyć Niemcy, którym nie udało się dostać na statki. Ucieczka z Prus Wschodnich nie oznaczała końca gehenny. Po trafieniu do Gdyni zaczynał się etap szukania ponownej drogi ucieczki. Choroby i nieodpowiednie żywienie zbierały swoje żniwo. Sytuacja uległa niewielkiej poprawie dzięki nadejściu wiosny. Po upadku Gdyni i Gdańska część Niemców została ewakuowana na Półwysep Helski. Ostatni akt walk armii niemieckiej na Pomorzu i w Sambii miał dać jak najdłuższy czas na ucieczkę pozostałych cywili. Nawet w maju 1945 roku trwała dramatyczna walka o miejsca na statkach zmierzających w kierunku Danii i północnych Niemiec. Ostatnie rozdziały książki dokumentują końcowy akt wojny na Pomorzu. Po śmierci Adolfa Hitlera i kapitulacji Berlina utrzymywano teren Półwyspu Helskiego i Żuław Wiślanych. Były to jedne z ostatnich bastionów III Rzeszy. Oprócz żołnierzy, którzy dawno utracili wiarę w zwycięstwo, pojawiali się młodociani, próbujący zatrzymać nacierającego przeciwnika. 6 maja 1945 roku w rejonie Kuźnicy 22 członków Hitlerjugend zginęło, stawiając bezsensowny opór. Fanatyczne oddanie zbrodniczej ideologii dawało o sobie znać nawet w ostatnich godzinach wojny. 10 maja 1945 roku Niemcy opuścili Półwysep Helski. Jest to koniec niemieckiego Wschodu.

Początkowo miałem obawy odnośnie charakteru narracji w książce Egberta Kiesera. Spodziewałem się retoryki o wypędzonych, rodem z wystąpień Eriki Steinbach i narzekania na utracone majątki. Okazało się, że autor rzetelnie i w niezwykle wyważony sposób podszedł do tematu wydarzeń pomiędzy styczniem a majem 1945 roku. Z terenów zagrożonych przez Armię Czerwoną ewakuowano na zachód ponad 2 miliony osób, z czego większość stanowili cywile. Pokazał również proces rozkładu społeczeństwa i utraty człowieczeństwa w obliczu nadchodzącego frontu. Praktycznie uniknął zagadnień politycznych, skupiając się wyłącznie na człowieku i jego losie. Działania zbrojne są przedstawione skrótowo, bez głębszego wchodzenia w szczegółowe zagadnienia. Sprawy techniczne i militarne również zostały potraktowane śladowo. Materiały ikonograficzne ograniczone są do minimum. Oprócz kilkunastu zdjęć, ważnym elementem są mapki pokazujące główne kierunki natarcia Armii Czerwonej. Główną siłą książki jest tragedia społeczności Prus Wschodnich. W wojennej pożodze znaleźli się także robotnicy przymusowi z państw Europy Zachodniej, pracujący w gospodarstwach rolnych. Przez prawie trzysta stron mamy do czynienia z historiami zwykłych ludzi, zmuszonych do porzucenia swojego dotychczasowego życia. Gross Plauen, Pilawa, Danzig przestały istnieć w dotychczasowej formie. Uchodźcy musieli na nowo odnaleźć się w nowej rzeczywistości powojennych Niemiec. Zainteresowani ich losami powinni sięgnąć do bibliografii, gdzie są zgromadzone liczne publikacje wspomnieniowe.

Polecam książkę każdemu, kto interesuje się losem ludności cywilnej w okresie II Wojny Światowej. Początkowy konflikt o idee doprowadził ostatecznie do niewyobrażalnych cierpień ludzi niezależnie od  narodowości.

Flüchtlinge aus Ostpreußen auf Pferdewagen

Uchodźcy uciekający z Prus Wschodnich, 1945. Źródło: Bundesarchiv, licencja: Attribution-Share Alike 3.0 Germany

 

[1] K. Egbert, „Operacja Lew Morski”, Warszawa 2000.

Opublikuj swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*