Dwudziestowieczni myśliciele polityczni o aksjologii demokracji

W POSZUKIWANIU DEFINICJI DEMOKRACJI

Spośród licznych definicji demokracji najmniej skomplikowaną, a zarazem najbardziej syntetyczną jest ta, która sprowadza się do dosłownego wyjaśnienia pojęcia, będącego w istocie zlepkiem greckich słów: dḗmos – lud, krátos – władza. Według tego podstawowego wytłumaczenia termin ten oznacza więc nic innego, jak ludowładztwo. Chcąc jednak rozwinąć tę encyklopedyczną wykładnię, za demokrację uznaje się formę ustroju politycznego państwa, gdzie obywatele mają możliwość sprawowania władzy, której źródłem jest wola większości. Ponadto może ona być również synonimem samych tylko praw i wolności politycznych, opartych na równości: po pierwsze – wobec prawa, a po drugie – możliwości i szans. Ostatnia definicja dotyka kwestii społeczno-gospodarczych, uwypuklając założenie o równym i powszechnym udziale obywateli we własności i zarządzaniu narodowym majątkiem produkcyjnym, jak również gwarantując ochronę zdrowia oraz dostęp do oświaty i dóbr kultury.[1]

Nie ulega wątpliwości, że o demokracji napisano i powiedziano wiele. Zjawisko to bowiem tak ciekawiło niegdyś starożytnych, jak i dziś dzień intryguje współczesnych. Z każdym nowym dziełem, czy to o charakterze ideowo-doktrynalnym, czy analityczno-opisowym, przybywa wyjaśnień, interpretacji, komentarzy, wykładni, a ściślej rzez ujmując – teorii demokracji. Przez to wzrasta także liczba właściwości, cech, przymiotów i elementów na nią się składających.

Źródeł demokracji, a zarazem pierwszych jej wartości, doszukiwać się należy w starożytnej Grecji. Perykles, wybitny ateński mąż stanu, a przede wszystkim główny teoretyk tegoż systemu, w starannym opisie wyliczył kilka naczelnych zasad. „Nazywa się ten ustrój demokracją – jak przekonywał w swojej mowie – ponieważ opiera się na większości obywateli, a nie na mniejszości. W sporach prywatnych każdy obywatel jest równy w obliczu prawa [gr. isonomia]. (…) W naszym życiu państwowym kierujemy się zasadą wolności [gr. isegoria]”[2].

Wydaje się zatem, że w świetle podstawowego celu niniejszego artykułu, tj. przedstawienia katalogu fundamentalnych wartości demokracji na podstawie idei m.in. Hansa Kelsena, Josepha A. Schumpetera, Norberto Bobbio i Johna H. Hallowella, właściwe będzie obranie za punkt odniesienia powyżej przytoczonej mowy Peryklesa.

WOLNOŚĆ

„Założeniem ustroju demokratycznego jest wolność”[3] – pisał w Polityce Arystoteles, wybitny filozof grecki i wszechstronny uczony starożytności. Jest to teza uznawana powszechnie za jak najbardziej słuszną, o czym świadczy choćby jej powielanie w dziełach licznych myślicieli politycznych, niemal w każdym okresie historii. Wolność była bowiem przedmiotem analizy również dla współczesnych, m.in. Hansa Kelsena – austriackiego prawnika oraz teoretyka państwa i prawa, a także dla Johna H. Hallowella – filozofa polityki, związanego zawodowo z amerykańskim Uniwersytetem Duke’a.

Wydawać by się mogło, że uwikłanie człowieka w strukturę państwową jest równoznaczne z oddaniem części jego wolności. W niektórych przypadkach można – jak się okazuje – nazbyt pochopnie zarzucić, że funkcjonowanie w ramach takiego ośrodka pociąga za sobą całkowite wyrzeczenie się własnej, naturalnej autonomii i niezależności. Jak zatem wolność może być uznana za wartość demokracji, posiadającej niewątpliwie w samej swojej istocie polityczny charakter?

Hans Kelsen w swoim dziele pt. O istocie i wartości demokracji z jednej strony zgadza się z powyższymi twierdzeniami, z drugiej natomiast wyjaśnia i zastrzega, że nie jest to aż tak definitywne i kategoryczne. Twierdzi on bowiem, że prawdziwe jest założenie mówiące o tym, że z nadejściem państwa wolność naturalna przestaje istnieć. Należy jednak dodać, że jest to dopiero pierwsza część teorii. Jak się okazuje, wprowadzenie porządku państwowego równoznaczne jest z implementowaniem wolności politycznej, zwanej również społeczną.[4]

Według austriackiego prawnika owa wolność, wywodząca się pierwotnie ze stanu natury, w toku powyżej zarysowanego procesu zmienia charakter z anarchicznej na demokratyczną.[5] Nie można w żadnym wypadku mówić o jej całkowitym unicestwieniu, choć z pewnością nie jest tak zintensyfikowana jak wcześniej. „Wolność indywidualna, niedająca się w gruncie rzeczy zrealizować, ustępuje na plan dalszy, wyparta przez wolność zbiorowości społecznej, która zajmuje jej miejsce”[6] – przekonywał Kelsen.

Z powyższych treści wynika, że państwo i wolność nie są ze sobą w sprzeczności. Na czym zatem ta demokratyczna wolność polega? Co przesądza o tym, że można ją uznać za cenny element demokracji? Zgodnie z teorią Johna H. Hallowella nie jest ona wartością absolutną. Nie należy jej rozumieć w kategoriach swobody czynienia wszystkiego, bez żadnych ograniczeń.[7] Jak przekonywał wspomniany myśliciel, taki kształt, typowy dla wolności ze stanu natury, nie ma nic wspólnego z wolnością tkwiącą w demokracji. Wskutek tego, podobnie jak w ideach Hansa Kelsena, w ściśle określonych warunkach dopuszcza się jej ograniczenie przez państwo.

Argumentem na rzecz doniosłości wolności jest możliwość zidentyfikowania przez nią tego, co dobre, a w konsekwencji dokonania słusznego wyboru. Hallowell pisał, że „zachowanie wolności wymaga odzyskania wiary zarówno w ludzką zdolność rozpoznawania dobra, jak i w umiejętność kierowania się nim w ramach ograniczających tę umiejętność historycznych okoliczności niedoskonałości woli”[8].

RÓWNOŚĆ

Omówiona powyżej pierwsza zasada demokracji, a właściwiej rzecz ujmując, jedna z wartości, które leżą u podstaw tej idei, nie może być „samoistna”. Aby bowiem w pełni realizował się omawiany w niniejszej pracy system, konieczne jest uzupełnienie wolności równością. „Właśnie synteza tych dwóch zasad znamionuje demokrację”[9] – przekonywał we wspomnianym dziele Hans Kelsen.

Joseph A. Schumpeter, autor rozprawy Kapitalizm, socjalizm, demokracja, pochylił się nad kwestią równości przy okazji wyliczania powodów, dla których klasyczna doktryna demokracji przetrwała i nadal zachowuje popularność. Jednym z argumentów w tej sprawie jest pojmowanie tej idei w kategoriach religijnych, a ściślej rzecz ujmując, w ramach protestanckich. W tejże konwencji Schumpeter wyjaśnia bowiem fenomen demokratycznej równości. Jak stwierdza, chrześcijaństwo, będąc silnie nacechowane egalitaryzmem, nie dopuszcza w swej istocie (czyli akcie Zbawienia przez Chrystusa) żadnego stopniowania.[10]

To trąci niemal demokratycznym wyznaniem wiary, którego zasadnicza treść mogłaby się przedstawiać następująco: „każdy [głos] liczy się tylko raz i nikt [żaden głos] nie liczy więcej niż raz”[11]. Konsekwencją tego jest gloryfikacja demokracji, która nie dzieli ludzi ze względu na ich status społeczny. Z tego bierze się także uznawanie jej, a przez to przecież i zasady równości, za ideał. To, jak twierdzi z lekkim przekąsem Joseph A. Schumpeter, symbol drogi wszystkim ludziom.

Joseph A. Schumpeter. Źródło: Wikimedia Commons, licencja: CC BY-SA 3.0

Joseph A. Schumpeter. Źródło: Wikimedia Commons, licencja: CC BY-SA 3.0

Warto zwrócić uwagę na fakt, że równość typową dla demokracji (jak się okazuje, uznanej jako ideał i tkwiącej w samej jej substancji[12]) analizować należy przez pryzmat fazy nieustannego procesu demokratyzacji. Na ten problem uwagę zwrócił Norberto Bobbio, według którego, w świetle współczesności i przede wszystkim systemu nowoczesnej demokracji liberalnej, tę zasadę należy rozumieć przez wyrażenie „równość w wolności”[13].

Co to może oznaczać? Poza oczywistym skojarzeniem z poprzednich fragmentów niniejszego artykułu, że wolność i równość z natury rzeczy zależnie współistnieją w systemie demokratycznym, wydaje się ta fraza mieć głębszy sens. W świetle teorii Norberto Bobbio, tak rozumiana równość realizuje się dwojako. Po pierwsze, sprowadza się ona do równości wobec prawa (klasyczna, ateńska isonomia). Po drugie, urzeczywistnienie tej idei następuje w wyniku równości uprawnień, czyli równości w prawach podstawowych, „takich, które dana konstytucja przypisuje wszystkim bez różnicy obywatelom – czyli takich, wobec których wszyscy obywatele są równi”[14].


RZĄDY WIĘKSZOŚCI

Podejmowanie decyzji politycznych, które mają wpływ na kształt życia obywateli, od lat budziło i nadal budzi wiele kontrowersji. Jak bowiem w ludowładztwie poradzić sobie z problemem partykularnych interesów i rozstrzygać wszelkie sprawy publiczne w duchu powszechnej zgody? Odpowiedź na to pytanie przynosi fragment przywoływanego wcześniej dzieła Hansa Kelsena. Ideał dla niego w tym względzie (choć pewnie również w powszechnym przekonaniu) stanowi jednomyślność. Z powodu wielkiego trudu, jaki napotyka się przy jej realizowaniu w codziennych decyzjach politycznych, została ona ograniczona jedynie do aktu tworzenia państwa poprzez umowę społeczną. Natomiast w czasie trwania porządku społecznego dobrze sprawdzającym się narzędziem jest zasada większościowa.[15]

Właściwym wydaje się zadać pytania: czy jednomyślność nie wydaje się większą wartością niż rządy większości? Czemu porzucać ideał jednomyślności i ograniczać go do jednego momentu? Według Hansa Kelsena pytania te są niewłaściwe, szczególnie gdy wyprowadzi się ideę większości z zasady wolności, a nie (jak się to zwykło czynić) z zasady równości. Oprócz tego bowiem, że konstrukt ten jest o wiele skuteczniejszy i szybszy niż jednomyślność, to „zasada bezwzględnej, niekwalifikowanej większości stosunkowo najbardziej przybliża nas do idei wolności”[16].

Wobec tego należałoby zadać kolejne pytanie: co zrobić, aby wolę większości nazwać wolą publiczną, całościową i zarazem wreszcie wolą ludu? Austriacki prawnik daje prostą receptę – należy stworzyć dobry porządek społeczny, tzn. taki, w którym nie istnieje konflikt na linii wola powszechna – wola jednostek.[17] Niemniej jednak przełożenie tego na praktykę wcale nie musi się okazać takie proste. Po raz kolejny przychodzi więc zrezygnować, już nie tyle z wzorca jednomyślności (który został zrealizowany jeden raz), co z ideału większości (który wcale nie musi oznaczać woli powszechnej), czyniąc tym samym kolejne ustępstwa.

Uzupełnieniem tej teorii, przedstawiającym argumenty na rzecz większości, wydaje się być przekonanie o jej wartości, wyrażane przez Johna H. Hallowella. Pisał on, że „decyzja większości wyraża najsłuszniejszą aktualną opinię społeczeństwa w danej kwestii. Opiera się to nie na zasadzie, iż wola większości wziąć musi górę, lecz na przekonaniu, iż decyzja większości jest prawdopodobnie słuszniejsza”[18]. Okazuje się zatem, że aby uznać zasadę większości za wartość, należy odrzucić ocenianie jej przez pryzmat użyteczności (jako instrumentu, dzięki któremu łatwo osiągnąć cel), a raczej starać się przyjąć, że wyraża ona, sama przez się, właściwe poglądy w konkretnej sprawie.

Aby osiągnąć wspólne stanowisko, satysfakcjonujące już niekoniecznie wszystkich (choć zawsze z założenia korzystne dla wszystkich), ale chociaż większość, potrzebne jest porozumienie. Warto dodać, że taki konsensus, będący wynikiem wymiany poglądów i negocjacji, często uważany jest za osobną wartość demokracji. Tym bardziej wartościowy wydaje się być kompromis jako efekt takiego procesu. Nie należy jednak zbytnio tego przeceniać, mając na uwadze szczególnie ostrzeżenie Johna H. Hallowella, wedle którego może on być dobry tylko wtedy, gdy pozwala realizować wspólne cele i wykracza poza interesy partykularne, przestrzegając tym samym ustalonych zasad.[19]

O szczególnym charakterze kompromisów nie jest jednak przekonany Joseph A. Schumpeter. Według niego bowiem obustronne ustępstwa nie mogą się w pełni zrealizować. O ile porozumienia oparte na wzajemnych ustępstwach, których przedmiotem są kwestie problematyczne o charakterze ilościowym, mogą rzeczywiście zaistnieć w przestrzeni publicznej, o tyle problemy jakościowe są w praktyce nie do rozwiązania na drodze konsensusu.[20]

Pozostając w duchu zagrożeń płynących z zasady większości, szczególnie w świetle jej urzeczywistniania, warto zauważyć ostrzeżenie, które Norberto Bobbio (zainspirowany dziełem Alexisa de Tocqueville’a O demokracji w Ameryce) zamieścił w książce pt. Liberalizm i demokracja.[21] Według niego przewaga liczebnościowa nad jednostkową indywidualnością może być bezpośrednią przyczyną zjawiska tzw. tyranii większości. Taka wizja obrócenia się demokracji w despotyczną, wszechobecną, scentralizowaną władzę, może z kolei pociągnąć za sobą szereg niekorzystnych, a co ważniejsze, przeczących ideom i wartościom demokracji następstw. Do nich zaliczył Norberto Bobbio m.in.: brak stabilności władzy ustawodawczej, urzędniczą arbitralność, konformizm opinii i usunięcie ludzi wybitnych ze sceny politycznej. Chcąc jednak temu zapobiec, należy chronić prawa jednostkowe, zachować równość wobec prawa i wprowadzić decentralizację.[22]

Podpis Norberto Bobbio. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.

Podpis Norberto Bobbio. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.

REASUMPCJA

Podsumowując treści przytoczone w niniejszym artykule, warto sobie zadać kluczowe pytania: czy demokracja potrzebuje wartości? Czym w zasadzie te wartości są dla demokracji? Czy czegoś bronią? Może coś gwarantują?

Nie ulega wątpliwości, że każda doktryna potrzebuje silnych fundamentów w postaci wzniosłych przymiotów. Dla liberalizmu naczelną wartością jest wolność. Konserwatyzm cechuje z kolei skupienie się na ideach tradycji, religii i autorytetów. Nacjonalizm zaś wychwala naród, a jego podstawą jest patriotyzm. Z tego punktu widzenia niewątpliwym jest, że omawiana demokracja opiera się na wartościach wolności, równości i rządach większości.

Czy konieczne jest dbanie o wartości demokratyczne w praktyce? Czy może są one czysto teoretyczne i można o nich zapomnieć w realizowaniu porządku demokratycznego? Wydaje się, że właściwą odpowiedź przynosi fragment Encykliki Centesimus Annus, w której papież Jan Paweł II napisał: „Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”[23].

 

BIBLIOGRAFIA

  1. Arystoteles, Polityka, tłum. Piotrowicz L., Warszawa 2002.
  2. Bobbio N., Liberalizm i demokracja, tłum. Bravo P., Kraków 1998.
  3. Hallowell J.H., Moralne podstawy demokracji, tłum. Marcinkowski J., Warszawa 1993.
  4. Jan Paweł II, Centesimus Annus, http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/encykliki/centesimus_1.html# (dostęp: 6.07.2015).
  5. Kelsen H., O istocie i wartości demokracji, tłum. Turynowa F., Warszawa 1936.
  6. Schumpeter J.A., Kapitalizm, socjalizm, demokracja, tłum. Rusiński M., Warszawa 1995.
  7. Tukidydes, Wojna peloponeska, tłum. Kumianiecki K., Warszawa 1988.

 

[1] Zob. Hasło: demokracja (w:) Encyklopedia PWN (on-line), http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/demokracja;3891717.html, (dostęp: 29.06.2015).

[2] Tukidydes, Wojna peloponeska, tłum. K. Kumianiecki, Warszawa 1988, s. 107 i nn.

[3] Arystoteles, Polityka, ks. VI, 4, tłum. L. Piotrowicz, Warszawa 2002.

[4] H. Kelsen, O istocie i wartości demokracji, tłum. F. Turynowa, Warszawa 1936, s. 8.

[5] Ibidem, s. 10.

[6] Ibidem, s. 17.

[7] J.H. Hallowell, Moralne podstawy demokracji, tłum. J. Marcinkowski, Warszawa 1993, s. 107.

[8] Ibidem.

[9] H. Kelsen, op. cit., s. 8.

[10] J.A. Schumpeter, Liberalizm, socjalizm, demokracja, tłum. M. Rosiński, Warszawa 1995, s. 331 i n.

[11] Ibidem.

[12] N. Bobbio, Liberalizm i demokracja, tłum. P. Bravo, Kraków 1998, s. 24.

[13] Ibidem, s. 25 i n.

[14] Ibidem, s. 27.

[15] H. Kelsen, op. cit., s. 11 i nn.

[16] Ibidem, s. 14.

[17] Ibidem, s. 15.

[18] J.H. Hallowell, op. cit., s. 113.

[19] Ibidem.

[20] J.A. Schumpeter, op. cit., s. 318.

[21] N. Bobbio, op. cit., s. 37–41.

[22] Ibidem, s. 39.

[23] Jan Paweł II, Centesimus Annus, 46, http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/encykliki/centesimus_1.html# (dostęp: 6.07.2015).

Opublikuj swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*