Arkadiusz Kierys, Polska Jasienicy. Biografia publicysty

Arkadiusz Kierys, Polska Jasienicy. Biografia publicysty

Publicysta nie może pozwolić sobie na zaniechanie, „appeasement” [1]. Dość już było w historii Polski i Europy uspokojeń, wyciszeń, wymuszeń oraz kneblowania ust. Być publicystą znaczyło wówczas (na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych) nie zaniechać myślenia. Być publicystą – to pozostawać w kurateli rozumu, a nie takiej czy innej ideologii.

Kto tego nie rozumiał, kto „przykładał własną miarę”, ten nie mógł być wolnym od uproszczeń i posądzania Jasienicy o koniunkturalizm i chwiejność poglądów. Na te swoiste cechy jałowej umysłowości oponentów Jasienicy zwracała uwagę na emigracji m. in. żona Adama Ciołkosza[2], a w najnowszych badaniach poświęconych „wierzącym i praktykującym komunistom” – profesor Jacek Chrobaczyński [3]

Arkadiusz Kierys, Polska Jasienicy. Biografia publicysty

Arkadiusz Kierys, Polska Jasienicy. Biografia publicysty

Być publicystą to tyle co nie iść „na skróty”, „na łatwiznę”. To zdobyć się na trud i odwagę myślenia oraz szczerość wobec samego siebie, tak aby nie mieć w przyszłości sobie niczego do zarzucenia. Nie musieć wstydzić się własnych słów i wygłaszanych sądów. Takie było (zdaje się) pisarstwo Pawła Jasienicy, który nigdy nie krył się (wbrew temu, co po jego śmierci niejednokrotnie mu przypisywano) za bezpiecznym płaszczem ochronnym jakiejś politycznej opcji. Niezależność w ocenie dziejów była, zdaniem Jasienicy, warunkiem koniecznym (imperatywem bezwzględnym) każdej historiografii. Oceniano Jasienicę „po pozorach”, po „barwach ochronnych” (po biskupim płaszczu księcia kardynała Sapiehy, który roztaczał opiekę nad redakcją „Tygodnika Powszechnego”, legitymacji członka Związku Literatów Polskich czy bezpiecznej w owym czasie „plakietki” publicysty PAX-u), zapominając o istocie jego pisarstwa – tej niezmiennie przejawianej w sądach i ocenach odwadze bycia sobą.

Jasienica nigdy właściwie nie pozwolił zamknąć sobie ust. Począwszy od Polski Bierutowej, brał udział we wszystkich istotnych bojach intelektualnych, zarówno z nową władzą, jak i (a co nawet chyba istotniejsze, bo dające świadectwo jego niezależności) z ludźmi (kręgami społecznymi) uciekającymi się do łatwych ocen i utartych sądów. Nie zważał przy tym na polityczne proweniencje, upodobania, koterie – także w opiniotwórczych kręgach emigracji londyńskiej czy paryskiej. Zabierał głos w obronie akowskiego podziemia; w sprawach przedwojennego antysemityzmu i tuż powojennych grabieży pożydowskiego majątku; oceny rządów sanacji i kampanii wrześniowej; w upolitycznionym (jak wszystko w tamtych latach) „sporze o Conrada”, polemizował zarówno z „Kolumbami” jak i z „pryszczatymi”… w czasie, gdy historię Polski pisali już na nowo „historycy” i „historiografowie” tej miary, co Gryzelda Missalowa (1901-1978), Janina Schoenbrenner (1902-1985)[4], Żanna Kormanowa (1900-1988) i inni „znakomici” badacze ruchu robotniczego działający między innymi w nowo powołanym warszawskim Instytucie Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR czy Marksistowskim Zrzeszeniu Historyków.

Na przekór oficjalnej historiografii (historiozoficznej doktrynie pisanej dla Polski na Kremlu) i nachalnej propagandzie pragnął być Jasienica przede wszystkim samodzielnym, by widzieć, odczytywać i uświadamiać innym zagrożenia płynące z powierzchowności marksistowskiej ideologii i bezmyślności inteligencji polskiej, gdyż jego zdaniem polskiego intelektualisty w dobie socrealizmu nie stać było na bezmyślność i lęk przed niezależnym myśleniem i „bezpłciowość postępowania”.

Co wyznaczało właściwie historiozoficzny światopogląd autora „Polski Piastów”? Może coś nienamacalnego, na przekór marksistowskiemu materializmowi – nie materialistycznego? Jakiś duchowy humanizm? Własna (trzecia) droga, gdzieś pomiędzy komunistycznym internacjonalizmem a emigracyjną myślą narodową?

Józef Mackiewicz zarzucał mu, że nie wyemigrował, a przecież Jasienica właśnie programowo (i za wszelką cenę) chciał uniknąć emigracji (i tej faktycznej – jak jego dawniejszy przyjaciel z Klubu Włóczykijów – Czesław Miłosz, i tym bardziej – „emigracji wewnętrznej”). Wiedział, że aby być słyszalnym, musi pozostać w kraju. Zahukanemu, stłamszonemu polskiemu inteligentowi potrzebny był tu, na miejscu. Przy tym realizmowi socjalistycznemu przeciwstawiał Jasienica realizm własnej oceny sytuacji, kierując się aksjomatem, że historiografii nie wolno tworzyć w okowach narodowych mitów. Tylko wówczas można się nią w ogóle zajmować, w przeciwnym razie nie ma to sensu, bo taka historiografia staje się po prostu polityką i oszukiwaniem ludzi. Musi być ona zatem niezależna od mód, trendów, partyjnych nakazów, pseudonaukowych („naukawych”) idei głoszonych przez karierowiczów, zwłaszcza, że w Polsce PKWN-owskiej partyjni pismacy konstruowali już (wraz z towarzyszami z KPZR) nowe symbole i mity socjalistycznego raju.

Profesor Władysław Bartoszewski lubił mawiać: „prawda nie leży zawsze po środku, prawda leży tam, gdzie leży”[5] i chyba o to właśnie (mówiąc najprościej) walczył Paweł Jasienica.

Już i sam Engels pisał, że „literatura zyskuje postępowe znaczenie w kontakcie z czytelnikiem”[6]. W marksizmie nie chodziło jednak o bezproduktywne zachwycanie się dziełami literackimi. Miały one przede wszystkim kształtować nowe postawy zarówno wobec świata, jak i samej sztuki. Stąd tak ceniono nie tylko literaturę rewolucyjną, ale i „rewolucyjność” jako sposób czytania, lektury. Tak bowiem przejawiała się dojrzała (w sensie marksistowskim) postawa odbioru sztuki. Marksistowska (jak wtórował Győrgy Lukacsowi główny NRD-owski dramaturg – Bertold Brecht) koncepcja literatury „nie jest estetyką azylu, lecz estetyką walki[7]”.

O walkę, choć inaczej rozumianą, chodziło także i Jasienicy – publicyście.

Pisząc o literaturze faktu (reportaż, felieton) czy publicystyce (i jej autorach) lat pięćdziesiątych, dobrze jest nie tylko podjąć trud gruntownej kwerendy źródłowej, ale i wykazać się dużym wyczuciem realiów socjalistycznego… realizmu, a nadto i znajomością psychiki ludzkiej literata w okowach PRL-u. Arkadiusz Kierys zdradził się w biografii Pawła Jasienicy wszystkimi, wymienionymi tu, talentami. Należy mu się przeto uznanie i szacunek piszącego te słowa.

Czasy to bowiem (monografię Kierysa domyka cezura roku 1957) mętne, „mgławicowe” (jak pisze sam Jasienica w szkicu o wolności krytyki)[8], zatęchłe od propagandowych gadzinówek. Arkadiusz Kierys musiał zatem rozpoznać w wielu tekstach (sygnowanych rozmaitymi kryptonimami) faktyczne teksty Jasienicy. Oddzielić je od „plewów” – celowych, redakcyjnych oszustw (choćby w „Słowie Powszechnym”, w którym ukazywały się teksty podpisywane tak, jak to zwyczajowo czynił Leon Beynar, w roku, w którym Jasienica, jak wiemy, zerwał już definitywnie współpracę z tą redakcją). Toruński historyk (Polska Jasienicy jest doktoratem obronionym przez autora na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika) celnie rozeznał także i inne nadużycia, m. in. liczne interwencje cenzorskie w teksty Beynara, modyfikacje, przeróbki i nieautoryzowane przeredagowania (przeinaczenia), które przecież nie pozostały bez wpływu zarówno na wartość tekstu dla nas, współczesnych czytelników, jak i nade wszystko na stanowisko (linię polityczną) reprezentowane czy lansowane w (rzekomym) tekście publicysty. Dlatego właśnie napisałem wyżej, że mętne to były lata, gdyż zaciemniona pozostawała niezależność pióra (drukowanego) Jasienicy w prasie pozostającej pod kontrolą politruków z Urzędu Kontroli… „Wkładano mu w pióro” słowa, których nigdy nie napisał i nie napisałby. Kto jak kto, ale właśnie Jasienica zdawał sobie sprawę z wagi słów, jakie dawało się wówczas do druku, pod publiczną ocenę – zwłaszcza wtedy, gdy tak wielu literatów afirmowało swoimi nazwiskami politykę partii. Dziś, młodemu pokoleniu Polaków, w głowie się nie mieści, że człowiek, którego nazwisko kojarzy się z jednym, jedynym, do tego dość przeciętnym dramatem czy tomikiem poezji (albo w ogóle nie kojarzy się już z niczym) kiedyś – wypowiadając sądy (czy to na łamach prasy, czy w salach bankietowych związków twórczych), miał daną od partii moc i władzę skazać kogoś na cywilną śmierć, pozbawić pracy, a może nawet wsadzić bez sądu na wiele lat do więzienia.

Dziś nie zdajemy sobie częstokroć sprawy z tego, że te (zdawałoby się) niewinne zwrotki marksistowskiej twórczości miały moc nagradzać i karać, i że publicystyka – taka jak w wykonaniu Jasienicy – nie była pisaniem „sobie a muzom”, ale walką o dobre imię. Walką o człowieczeństwo, godność, prawdę…

Dobra biografia nie powinna zasypywać czytelnika zbędnym (a bezrefleksyjnym) nagromadzeniem faktów z życia prywatnego bohatera. Dobra biografia to taka, której autor pozwala nam wczuć się w życiowe wybory postaci, i w której sam podjął się trudu zrozumienia bohatera swojej książki. Dobra biografia wreszcie – cechuje się przemyślanym doborem materiału i sposobem jego podania. Arkadiusz Kierys zaproponował swoje rozwiązanie – dając nam możliwość prześledzenia życia Pawła Jasienicy poprzez jego publicystyczne wypowiedzi i wybory. Pozwala to nam poznać i zrozumieć człowieka poprzez płody jego pióra, poprzez myśl (ideę), która nim kierowała, a którą konsekwentnie realizował.

Jak sam oceniłby dokonywane przez siebie wybory światopoglądowe autor „Polski Jagiellonów”? Może jako życie wiecznego pielgrzyma (lecz nie mylmy tej zaangażowanej wędrówki z postawą postmodernistycznego flaneura), ahaswera z wileńskiego Klubu Włóczęgów? Może właśnie tym ideom (które przecież ukształtowały go już we wczesnej młodości) pozostał wierny do końca ten wieczny włóczęga – Leon Lech Beynar?

Historia (jak wskazuje krakowski badacz, profesor Chrobaczyński) – wbrew temu, co się często pisze – nie jest „nauczycielką życia”. Jest jednak „ważnym kontekstem realnego myślenia, postaw i świadomości, ale także nadziei. Rozumienie bowiem procesu historycznego pomaga rozumieć i zrozumieć politykę. [9]

Publicystyczna droga Pawła Jasienicy, umiejętnie prześledzona przez Arkadiusza Kierysa, przyniosła nam w efekcie książkę szczególną, która już w chwili jej publikacji stała się (przynajmniej w mojej ocenie) nie tylko podręcznikiem akademickim na uniwersyteckiej polonistyce, ale obowiązkową lekturą każdego polskiego inteligenta.

Tytuł: Paweł Jasienica. Biografia publicysty
Autor: Arkadiusz Kierys
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: Universitas
Liczna stron: 595

[1] Por.: „uspokojenie przez zaspokojenie (agresora). To właśnie najlepiej oddaje słowo appeasement” w: A. Nowak, Pierwsza zdrada Zachodu. 1920 – zapomniany appeasement, Kraków 2015, s. 11.

[2] Por. słowa Lidii Ciołkoszowej w: A. Kierys, Polska Jasienicy. Biografia publicysty, Kraków 2015, s. 431-432.

[3] J. Chrobaczyński, Konteksty przełomu 1944-1945. Społeczeństwo wobec wojennych rozstrzygnięć. Postawy – zachowanie – nastroje, Kraków 2015, s. 548.

[4] Dwie pierwsze były m. in. autorkami nowego, obowiązującego w latach 50-tych podręcznika historii Polski, wydawanego przez Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych w Warszawie (cztery wydania w latach 1950-1954).

[5] W. Bartoszewski, M. Komar, Prawda leży tam, gdzie leży, Warszawa 2016.

[6] Z. Mitosek, Teorie badań literackich, Warszawa 2004, s. 377.

[7] Ibidem, s. 378.

[8] A. Kierys, Polska Jasienicy…, s. 459.

[9] J. Chrobaczyński, op. cit., s. 550.

Opublikuj swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*